Zmicer Daszkiewicz: „liberalizacja” skończyła się, gdy tylko władza poczuła się zagrożona

Były więzień polityczny Zmicer Daszkiewicz opowiedział portalowi palitviazni.info o wyznaniu Siarhieja Palczeuskiego, sprawie „Białego Legionu” i presji wywieranej na świadome narodowo siły Białorusi.

Biorąc pod uwagę, że “sprawa patriotów” została już podniesiona przez media państwowe, można wnioskować, że sprawa nie rozwiąże się tak szybko, jak byśmy tego chcieli – mówi Zmicer Daszkiewicz – bez względu na wszystko ludzie jakiś czas będą musieli spędzić za kratami. Jak długo? Myślę że to będzie zależało także od nas – społeczeństwa obywatelskiego. Od tego, na ile skutecznie będziemy walczyć o uwolnienie tych ludzi…”

Przypominamy, że kilka dni temu w grupie Młodego Frontu na Facebooku pojawił się post aktywisty Siarhieja Palczeuskiego, który jest figurantem w “sprawie patriotów” a niedawno został zwolniony z więzienia. Palczeuski był szantażowany sprawą karną za wypadek drogowy, ale grożono mu także podaniem do publicznej wiadomości szczegółów jego życia intymnego. Pod pseudonimem “Artur” podpisałem dokument współpracy z KGB, zakładając, że po uwolnieniu przyznam się przyjaciołom. Dziś żałuję tego co zrobiłem przed Bogiem i ludźmi. Jeśli ktoś potępia mnie za to, co zrobiłem, uważam, że każdy ma do tego pełne prawo“- napisał działacz.

-Fakt, że Sarhiej Palczeuski opowiedział opinii publicznej o tym, co się wydarzyło – jest uczynkiem godnym odważnego człowieka – mówi Zmicer Daszkiewicz. – Przyznał, że zrobił coś takiego pod presją, ale mój osobisty stosunek do Siarhieja się nie zmienił. Był moim przyjacielem, kolegą i pozostanie nim. Będziemy nadal współpracować.

Jak wiadomo, niektórzy Młodofrontowcy już wcześniej podpisywali jakieś papiery, żeby ich przyjaciele mogli wyjść na wolność, ale o tym wszyscy wiedzieli. W przypadku Siarhieja wszystko odbywało się gwałtowniej. Ale co to zmienia, nawet jeśli ktoś coś podpisał? Osobiście, wewnątrz organizacji, nie widzimy w tym problemu. Ci ludzie nie robią żadnej krzywdy ani sobie, ani swoim przyjaciołom.

Na portalach społecznościowych oczywiście trwa dyskusja, pojawiają się komentarze, pisane z niewiadomych miejsc, ale taka sytuacja nie jest niczym nowym. Wielu politycznych aktywistów opowiadało już o podobnej presji i doświadczeniu, ale wszyscy oni spokojnie pracują. A w ogóle, łatwo jest komentować siedząc na kanapie. Ale gdy znajdujesz się w sytuacji, w której od kilku podpisów może zależeć  wyzwolenie człowieka, zaczynasz inaczej to traktować.

-Jeśli mówimy o „sprawie patriotów”, to jakie widzi Pan perspektywy?

Biorąc pod uwagę, że kwestia “sprawy patriotów” została już podniesiona przez media państwowe jako „likwidacja gangu” (przedstawiano „opowieści grozy”, pokazywano filmy o „bojownikach” i ich broni), można wnioskować, że sprawa nie rozwiąże się tak szybko, jak byśmy tego chcieli. Bez względu na wszystko ludzie jakieś czas będą musieli spędzić za kratami. Jak długo? Myślę, że to będzie zależało także od nas – społeczeństwa obywatelskiego. Od tego, na ile skutecznie będziemy walczyć o uwolnienie tych ludzi.

Istnieje opinia, że sprawę mogą „zamieść pod dywan”…

Całkiem prawdopodobne, na przykład, w odniesieniu do księdza Łazara lub analityka wojskowego Alesina również wszczynano procesy karne o szpiegostwo… Ludzie siedzieli, a następnie byli warunkowo wypuszczani – od lat nie ma sądów w tych sprawach, nie podjęto żadnych działań w tym kierunku.

Kiedy zostałem zatrzymany w związku ze „sprawą patriotów” dano mi do przeczytania pewne dokumenty. I to były puste papiery! Nie mogę sobie wyobrazić, jak na ich podstawie sprawa może zostać wniesiona do sądu. Nie wiem, jakie jeszcze mają dowody, ale powtórzę – to, co widziałem, jest po prostu niewiarygodne. W sądzie też śmiano by się z tego.

– Dlaczego, Pana zdaniem, uderzono w świadomych narodowo ludzi? Są za to odpowiedzialne białoruskie prorosyjskie służby mundurowe? Władze zdecydowały się dogodzić Moskwie? Albo po prostu zastraszyć społeczeństwo, kiedy ludzie zaczęli protestować?

Nie wierzę w żaden spisek. Mówią, że Łukaszenka nic nie wie, a siły bezpieczeństwa opracowały swój scenariusz i go realizują. To oszukiwanie samego siebie. Jest rzeczą znamienną, że najpierw z ust Łukaszenki padły słowa o kilkudziesięciu zatrzymanych, a dopiero potem ludzi zaczęto zatrzymywać. A zaledwie trzy dni później te dziesiątki ludzi były już za kratkami.

Władze obawiają się fali protestów, która rozpoczęła się na Białorusi. A jeśli masz fobię, że ktoś wykorzysta te protesty społeczne do przejęcia władzy, to ona da o sobie znać w czasie kolejnej czystki. Jednak, gdy wtrącani do więzienia są oponenci polityczni to jest to mniej więcej zrozumiałe. Ale w tym przypadku główni oskarżeni to ludzie świadomi narodowo, którzy pracowali w służbie publicznej. Dlatego, moim zdaniem, jest to zupełnie absurdalne i nie mam pojęcia, jak zostanie to przedstawione w sądzie.

Można było odnieść wrażenie, że władze ostatnio zaczęły troszczyć się o język, interes narodowy, aż tu nagle – taki cios w narodowych patriotów. Co się stało?

Sądzę, że białoruscy patrioci żyją według zasady „oszukać mnie nie trudno, sam chętnie się oszukuję.” Dzieje się tak, kiedy niektóre słowa ze strony władzy są postrzegane jako zmiana jej postawy.

Oczywiście, władze białoruskie były przestraszone wydarzeniami na Krymie i w pewnym sensie otworzono wówczas drogę patriotom. Wcześniej, gdy kilkadziesięciu Młodofrontowców spotykało się w ramach jakiegoś wydarzenia, natychmiast wrzucano nas do autozaków. Po Krymie mogliśmy nawet współpracować z „Wajarem”. Ale nic więcej. Gdyby władza naprawdę chciała podnieść poziom patriotyzmu w kraju i probiałoruskie nastroje, to wystarczyłoby pozwolić Lawonowi Wolskiemu albo Zmicerowi Wojciuszkiewiczowi występować na największych estradach w kraju. I nie potrzeba byłoby żadnej propagandy, muzycy sami podnieśliby poziom patriotyzmu.

Ale widzimy, że „liberalizacja” skończyła się, gdy tylko władza poczuła się zagrożona

Przed zatrzymaniem Młodofrontowcy dzielnie bronili Kuropat. Być może ze strony władz to była zemsta za to zwycięstwo?

Młodofrontowcom podczas przesłuchań wypominano wywieszanie biało-czerwono-białych flag w pobliżu KGB oraz wiele innych akcji … Znamienne, że tych sześciu mężczyzn, którzy pełnili wartę w Kurapatach aresztowano, kiedy rozpoczeła się „sprawa patriotów”. To mógł być znak dla wszystkich tych, którzy chcieliby przyłączyć się do ruchu narodowego, do nas. Ostrzeżenie, że jeśli będą zbyt aktywni, skończą tak samo. Ale nie sądzę, by ktoś dał się w ten sposób zastraszyć.

Другие политические заключённые