Paweł Siewiaryniec: Odpowiedzialność za losy więźniów politycznych spoczywa przede wszystkim na nas Białorusinach

Szczery,charyzmatyczny,uśmiechnięty,utalentowany, ten człowiek po prostu urzeka stylem mówienia. Nie przypadkowo mówi, że nawet na «chemii» udawało się pracować z ludźmi. Po zwolnieniu ze specjalnej jednostki penitarnej w Kuplinie,  Paweł Siewiaryniec ponownie aktywnie włączył się w pracę komitetu organizacyjnego Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji. Wkrótce po przybyciu Pawła do Mińska рalitviazni.info nagrało krótki wywiad, w którym niedawny więzień polityczny odpowiada na jedno z najważniejszych pytań – jak osiągnąć cel uwolnienia wszystkich pozostałych?

– Paweł, co może Pan powiedzieć o warunkach pańskiego zatrzymania?  Czy administracja stwarzała szczególne problemy, biorąc pod uwagę Pana status polityczny?

– Rzeczywiście na «chemii» było łatwiej niż w więzieniu, niż w “strefie” – chwała Bogu. Być może byłem w gorszych warunkach od tych, którzy dostali areszt domowy albo  termin warunkowy, ale byłem w lepszym położeniu w stosunku do tych,  którzy siedzą w więzieniach lub “strefach”. Na “chemii” była możliwość opowiadania o wszystkim przez telefon komórkowy, administracja bała się otwartych prowokacji  i nie stosowano ich wobec mnie. Ponieważ fakt stosowania jakiejkolwiek przemocy natychmiast trafiałby  do opinii publicznej. Kiedy starano się  na przykład, zabronić mi chodzenia do cerkwi, mówili, że jestem ograniczony  we wszystkim,  że ograniczenie wolności – to również ograniczenie wyznania, w ciągu kilku dni udało się to po prostu  “odbić” i pozwolono mi uczęszczać do cerkwi. Gdy zostałem zatrudniony, udało mi się obronić pracę zgodnie z Kodeksem Pracy, od 8 do 17 godzin pięć dni w tygodniu, reszta tylko za zgodą pracodawcy. Mojej zgody na to nie było. Chociaż jestem “chemikiem”, ale prawa mam również.  Machina nie była wstanie mnie złamać, ponieważ  i opinia publiczna, i prawo było po mojej stronie. No i w końcu, ponieważ taka symbioza, jak mówią, takie współistnienie, że  administracja znosiła “politycznego”  i  starała się szczególnie go nie ruszać, poczekać, aż on sam wyjdzie.

Z drugiej strony, moje zadania i praca z ludźmi, którzy przyjeżdżali do mnie, ze skazanymi – wszystko to stało się możliwe. Udawało się przeprowadzać quizy biblijne, na przykład na «chemii» – raz na dwa tygodnie. Można było korespondować: otrzymałem 2,5 tysiąca listów i wszystkim, którzy podali adres zwrotny odpisałem. Ponad 230 osób stało się subskrybentami chrześcijańsko-demokratycznej “Krynicy”. Więc jak widać, można było pracować.

–  A jak skomentuje Pan sytuację więźniów politycznych, którzy obecnie znajdują się w więzieniu? Z podanych informacji wynika, że naciska się na nich, w szczególności na Autuchowicza…

– To znacznie cięższy przypadek, to oczywiście nie jest «chemia». W więzieniu można zrobić z człowiekiem praktycznie wszystko. Dlatego Autuchowicz  został doprowadzony do takiego stanu, że musiał otwierać sobie brzuch, dlatego Waśkowicz nie wychodzi z karceru, dlatego Daszkiewicz, którego wczoraj widziałem, to sama skóra i kości – mężczyzna w sile wieku, 32 lata, a cały jest żółty.  Pomimo ogromnej wewnętrznej siły, więzienie po prostu niszczy człowieka. Tam presja na pewno jest silniejsza. Na Statkiewicza, na  Bialackiego nacisk jest  silniejszy, nie mają pozwolenia na paczki, współwięźniowie  nie tylko donoszą na nich, ale jeszcze czasami prowokują. To jest rzeczywistość z którą zetknął się każdy, kto siedział w białoruskim więzieniu. Radziecki system karny działa. Pozostaje tylko modlić się za tych, którzy tam są, pomagać im, starać się jak można skrócić ich termin wyroku.

– Jakie kroki, pana zdaniem , powinno podjąć  wewnątrz kraju, białoruskie i zagraniczne społeczeństwo, międzynarodowe demokratyczne społeczeństwo, aby więźniowie polityczni szybciej wyszli na wolność?

– Jestem przekonany, że głównym czynnikiem jest wewnętrzny białoruski nacisk . Jeśli nacisk  będzie białoruski, Europejczycy będą mogli zająć jednoznaczną pozycję. Jeśli nacisk białoruski zniknie, nawet w minimalnym stopniu – wtedy Europejczycy staną przed problemem, że może się okazać, że prędzej czy później kwestia więźniów politycznych trafi do archiwum. Moim zdaniem dzieje się to teraz, krok po kroku. Ale odpowiedzialność nie spoczywa na Europejczykach, a na nas. W swoim czasie Chrześcijańska Demokracja prowadziła akcję solidarności i codzienne w jednym mieście przeprowadzaliśmy akcję wsparcia więźniów politycznych: wysyłanie ulotek, dystrybucja informacji, filmów, akcje protestacyjne, transparenty… Kiedy będzie się to działo każdego dnia, kiedy będzie  odbywać się z udziałem tysięcy ludzi (a jest to możliwe nawet w obecnej sytuacji, za panowania obecnego reżimu) – wtedy jestem bardziej niż pewien, więźniowie polityczni wyjdą po kilku miesiącach. Organizowanie takiego systemu, informowanie ludzi o więźniach politycznych, i to teraz, podczas elitarnych akcji sił demokratycznych, to po prostu punkt honoru. Jest to zadanie, które nie podlega dyskusji, które  powinno być na pierwszym miejscu. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!

Другие политические заключённые