Aleksiej Szydłowski: „Białoruś zza granicy postrzegana jest różnie, jednak stosunek do politycznej opozycji w kraju jest niezmienny”

Aleksiej Szydłowski to prekursor mody malowania kolorowymi farbami hasła „Żywie Biełaruś!”. Człowiek, który odsiedział za to wyrok i został wydalony z uczelni … W końcu lat 90-tych moda ta, na Białorusi nie należała jeszcze do zbyt popularnych. To oczywiste, że nawet jeśli człowiek ten był zmuszony opuścić kraj na kilka lat, to nadal wszyscy, łącznie z nim są pewni, że to już niedługo … Na pytania palitviazni.info odpowiada były więzień polityczny, członek Młodego Frontu, członek organizacji Żubr, i uchodźca polityczny Aleksiej Szydłowski.

– Aleksiej, mieszka Pan w Pradze. Jak w Europie postrzegana jest Białoruś i wydarzenia w niej? Czy przez lata, które spędził Pan za granicą jej postrzeganie w jakimś stopniu się zmieniło?

– Wyjechałem sześć lat temu. Względnie rzecz biorąc to czas nie najdłuższy. Jednak przy całkowitym uchodźstwie, bez możliwości odwiedzania ojczyzny, okres ten zaczyna gromadzić wspomnienia rodzinnego miasta i zostają w pamięci te najpiękniejsze obrazy. A to za mało. Dlatego moje postrzeganie Białorusi i zdarzeń mających tam miejsce jest wybitnie subiektywne. Nie byłem w stanie zmienić się kompletnie i nadal przebywam w białoruskiej przestrzeni informacyjnej. Rano otwieram zawsze najpierw Naszą Niwę, a dopiero potem seznam.cz.

Białoruś zza granicy wygląda dla mnie inaczej, to prawda. Idealistyczne i romantyczne wyobrażenia zostały zmienione przez pesymistyczne widzenie sytuacji. Nie przewiduję w najbliższym czasie zmian na lepsze, ale bardzo chętnie bym się mylił.

– Jak dziś wspomina Pan sprawy karne wszczynane przeciw Panu?

– To jedna z najjaśniejszych kart mojego życia! Trudno mi ocenić jak ułożyłoby się życie, gdyby nie było tych spraw. Nie można jednak zaprzeczyć, że zbudowały one linię mojego życia. Nawiązałem wiele dobrych i wiele złych znajomości, napotkałem wiele wykorzystanych i zmarnowanych szans, nawet moje życie osobiste było w jakimś stopniu z moją karną kartoteką związane. Złe człowiek zapomina szybko, nawet najgorsze przeżycia dziś wspominam żartobliwie. Moja żona jednak takich żartów nie rozumie, podobnie jak nie dociera do niej jak dziś mogę to wszystko wspominać z uśmiechem. A to przecież nieodłączna część życia. Nie wiem, czy w moim życiu pojawi się jeszcze coś (oprócz narodzin syna) o bardziej wstrząsającym wpływie na moją psychikę i wspomnienia.

– Czy warunki w białoruskich więzieniach, które znosić muszą więźniowie polityczni ewoluują w jakimś kierunku?

– Akurat niedawno widziałem się z Saszą Otroszczenkowem i rozmawialiśmy na ten temat. Opowiadał mi historie z 2011 roku, a mnie się wydawało, że opowiada o 1998. Wszystko identyczne. Dlatego myślę, że tu wszystko jest jakie było wcześniej.

– Jak Pan sobie wyobraża powrót do Ojczyzny?

– Wyobrażam sobie. Jednak nie w najbliższym czasie. Wiązałoby się to z umorzeniem spraw karnych, zaprzestaniem prześladowań opozycjonistów reżimu, itd. Setka uchodźców mówiła o tym przede mną, nie mam ochoty się powtarzać. Wyobrażam sobie jednak również powrót bez tych wszystkich warunków i nie jest to dla mnie takie nieprawdopodobne. Czas pokaże. Póki co staram się tu jakoś żyć.

– Czy w Czechach i Unii Europejskiej słyszy się coś na temat naszych więźniów politycznych? Czy przeciętny Europejczyk coś o nich wie?

– Ponownie wypowiem się subiektywnie. Określone kręgi demokratyczne w Czechach, z którymi miewam spotkania wykazują się znajomością tematu.  Ale czasem rozmawia się z ludźmi, nie będącymi na bieżąco z wielką polityką i ci na hasło „Białoruś” nie mają żadnych skojarzeń. Łukaszenka kojarzy im się czasem, choć rzadko. O naszych więźniach politycznych nie wspominając. Każdy ma swoje problemy, Czesi też. I one też ściągają tutaj całą uwagę na siebie.

Другие политические заключённые