Artur Finkiewicz: System powstał po to, aby złamać i upokorzyć człowieka

O swoim pobycie w więzieniu, warunkach życia więziennego opowiedział redakcji strony palitviazni.info były więzień polityczny, “złośliwy naruszyciel reżimu”, założyciel i lider ruchu  “Młoda Białoruś” Artur Finkiewicz.

Artur malował na ścianach budynków hasła polityczne, zatrzymano go w chwili, gdy farba już praktycznie się skończyła. „Jeśli nie możesz kogoś zorganizować, wtedy trzeba działać samemu” – powiedział były zastępca przewodniczącego “Młodego frontu”. Był 2006 rok, początek kampanii prezydenckiej. Za radą adwokata działacz przyznał się do winy  i dzięki temu szlachetnemu czynowi na wolności pozostał kolega Finkiewicza, którego zatrzymano razem z nim. Teraz bardziej dorosły Artur ma inne zdanie o politycznym graffiti:

– Sama forma malowania na ścianach, nawet pomimo faktu, że siedziałem przez to, nie jest dobrym pomysłem. Nieprzyjemne jest, gdy na  twoim domu napisane są te czy inne hasła, nawet jeśli są całkowicie poprawne, nawet jeśli nie ma innego sposobu dotarcia do ludzi.

– Artur gdzie  odbywałeś wyrok? Czy były próby nacisku na Ciebie ze strony administracji, milicji, KGB?

Artur Finkiewicz: Zatrzymali mnie  31 stycznia 2006 roku, a 3 lutego przywieźli na Wołodarkę, gdzie siedziałem 3,5 miesiąca. Rozprawa odbyła się po wyborach prezydenckich w maju. Sądzili 2 dni i dostałem 2 lata “chemii”. Wyrok odbywałem w mohylewskiej komendanturze nr 43, gdzie tak naciskano na mnie, aż czasami nie mogłem wytrzymać. Musiałem nie przebierając w środkach “jechać do szpitala”, czyli przysparzać  sobie samemu problemów ze zdrowiem, aby dostać się do szpitala. Po 3 miesiące leżałem w szpitalu, aby nie wracać.  

Dostawałem nagany, na przykład za to, że zboczyłem  z trasy, gdy wracałem z pracy do komendantury i spóźniłem się 13 minut. Na drogę dawano tylko 15 minut! Żadnego z moich kolegów to nie spotkało – ani Мażejki, ani Statkiewicza, ani Iwaszkiewicza czy Siewiaryńca. Z powodu tych wydzielonych na drogę 15 minut nie mogłem pójść do sklepu, nie mogłem się umyć po pracy.

Kiedy  przeciwko mnie wszczęto drugie śledztwo, pracownicy KGB proponowali mi współpracę i wolność w zamian za składanie zeznań przeciwko kolegom: Dzmitrijowi Fiedorukowi, Iwanowi Szydło i innym. Mimo, że zabrali mi  wszystkie telefony, udało mi się uprzedzić przyjaciół.

– Jak to się stało, że podczas odbywania “chemii” wytoczono przeciwko Tobie jeszcze jedną sprawę karną?

Artur Finkiewicz: Do końca pierwszego wyroku nie dosiedziałem 3 tygodni, jak na złośliwego naruszyciela reżimu, była wszczęta sprawa z art. 415 KK – „uchylanie się od odbywania kary w postaci ograniczenia wolności”, faktycznie – za naruszenia. Zostałem skazany na karę roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności w kolonii karnej. Następne 3,5 miesiąca spędziłem w mohylewskim więzieniu śledczym nr 4, oczekując  na rozpatrzenie mojego odwołania. W tamtym czasie naciskano na mnie: zmuszano do napisania oświadczenia o jak najszybszym przeniesieniu do kolonii.

– Artur możesz bardziej szczegółowo opisać warunki zatrzymania,  warunki więzienne, liczbę osób w celach?

Artur Finkiewicz: W areszcie śledczym na ulicy Wołodarskiego w Mińsku musiałem spędzić 3 dni w tak zwanej “poczekalni”, celi o wymiarach około 6×4 metry. Była w niej “scena”, a nawet toaleta, – “łuza” i kranik z góry, które nie były oddzielone ścianką. Znajdowało się wtedy tam  27 osób, które w ciągu 3 dni, od piątku do poniedziałku, zostało zmuszonych, albo siedzieć do połowy lub stać,  nie było możliwości poruszania się, spać również.

Zwykle w celach jest  półtora-dwa razy więcej osób niż liczby miejsc, na przykład 30 osób na 18 miejsc. Ludzie śpią po kolei, w pewnym stopniu jest to niewygodne. Obrońcy praw człowieka nazywają to torturami i może rzeczywiście tak jest, ale czasami administracja więzienna może stworzyć o wiele gorsze warunki, nawet tam, gdzie liczba miejsc jest większa od liczby lokatorów. Kiedy ja i jeszcze kilka osób chciało pisać podania z prośbą o przeniesienie nas z mohylewskiego aresztu śledczego do kolonii, umieszczono nas w dość pustej celi, tam na 8 “prycz” przypadało 5 osób. Ale w tej celi była temperatura poniżej zera, ponieważ okna zostały wybite, a ona znajdowała się w wysokiej suterenie .Tam spędziłem dwa tygodnie. Wypuścili mnie po skardze kasacyjnej,  wyrok brzmiał tak:  6 miesięcy i 20 dni ograniczenia wolności. Wtedy właśnie rozpoczął się dialog – handel 2008 roku, a w ciągu miesiąca wypuścili kilku więźniów politycznych, wśród których byłem i ja.

– Rozumiem, że do pisania ułaskawienia cię nie zmuszano, były inne porządki i priorytety. Jednak czy możesz porównać warunki twojego  zatrzymania z warunkami obecnych więźniów politycznych?

Artur Finkiewicz: Jeśli chodzi o te tortury, które miały miejsce w Amerykance w latach 2010-11, gdy więźniów ganiano po schodach, rozbierano w środku nocy… byłem naprawdę w szoku. W 2006 roku, kiedy wyganiano na  spacer, więźniowie musieli przejść przez kilkadziesiąt żołnierzy w maskach, którzy stali w różnych stronach korytarza i tłukli nas  pałkami. Oczywiście, potem ludzie nie chcieli chodzić na spacery. A jak tylko w 2006 roku wybory się skończyły, “maski” zniknęły. Nie wiem, czy te dwie rzeczy były bezpośrednio związane ze sobą.

– Artur kiedy wspominałeś o swoim pobycie w więzieniu, czasami się uśmiechałeś. Dlaczego? Czy to nie jest straszne  wspominać te ciężkie czasy, które przeżyłeś?

Artur Finkiewicz: Po tej odsiadce miałem o wiele gorsze przypadki, gdy przetrącali mi nogi u progu mojego domu, nakładając na  głowę worek, wrzucali do busa i w ciągu trzech godzin wywozili gdzieś i bili. Jeśli po czymś takim wyrzucą cię  w lesie w odległości 150 km od Mińska, wtedy kolonia wydaje się naprawdę łagodnym wariantem.

Jeśli mówić o całym systemie penitencjarnym w ogóle, to został on stworzony po to, aby złamać i upokorzyć człowieka. Po to, aby zniszczyć wszystko, co łączy człowieka z cywilizowanym światem, z normalnym myśleniem, normalnym życiem. System jest po to, aby  łamać ludzi, aby uczynić z nich niewolników. I ten system dotyczy nie tylko więźniów politycznych, ale i innych więźniów, czasami niesłusznie oskarżonych.

– Jakie środki należy podjąć, według ciebie, aby ludzie skazani z politycznych względów, jak najszybciej znaleźli się znów wśród nas?

Artur Finkiewicz: Musi być zestaw działań: presja międzynarodowa i działanie wewnątrz kraju – informowanie ludzi o tym, że są więźniowie polityczni, że w każdej chwili każdy może znaleźć się na ich miejscu, jeśli nie z tego artykułu, to z innego.

Ja na wszystkich możliwych spotkaniach wspominam o  więźniach politycznych, jest to jeden z najbardziej bolesnych tematów ówczesnej Białorusi, i nie można o tym zapomnieć, bo jeśli będziemy zapominać o sobie nawzajem, to w końcu zapomną o nas wszystkich.

- у навінах

 

Другие политические заключённые