Uladzimir Jaromienak: Jeśli nie można złamać człowieka, to można go odizolować

Więzień polityczny, uczestnik Placu-2010 Uladzimir Jaromienak  oczekuje na odesłanie do więzienia. Decyzję podjął Sąd Miejski w Mińsku. Ale po ogłoszeniu wyroku – trzy miesiące aresztu za naruszenie warunków nadzoru profilaktycznego – Jaromienak nie zostanie odesłany natychmiastowo aby odbyć karę. Od tego momentu nic się nie zmieniło, mówi palitviazni.info sam Uladzimir Jaromienak.

Uladzimir Jaromienak: Jeszcze tego samego dnia, gdy rozpatrywano moją skargę, dzwoniłem do inspektora, pytałem kiedy po mnie przyjadą, ale odpowiadano mi, że muszę czekać do  końca listopada. Jak już podkreślałem, wydaje mi się, że jest to związane ze szczytem Partnerstwa Wschodniego, który odbędzie się w dniach 28-29 listopada w Wilnie. Moim zdaniem, Mińsk nie chce zwiększać ilości więźniów politycznych, do momentu rozpoczęcia się Szczytu.

– Jednocześnie widzimy, że “kręgi w społeczeństwie zacieśniają się”. Oczekiwane są zmiany w ustawodawstwie o mediach, toczą się rozmowy odnośnie reform sądowych. Władze nie boją się podjąć takich kroków nawet w przeddzień szczytu.

Uladzimir Jaromienak: To są po prostu kolejne “brednie”, które nieustannie słyszymy od 1994 roku w kraju. Jeśli zachodzą jakieś zmiany, to są one przede wszystkim korzystne dla urzędników, struktur państwowych, głowy państwa, ale nie dla demokratycznej społeczności. Jeśli chodzi o media, to wiadome jest, że w kraju nadal zacieśniają się “kręgi”. W naszym kraju jest bardzo wiele niezależnych stacji. Szczególnie te, które mają wpływ na społeczeństwo, władze chcą i starają się przejąć nad nimi  kontrolę. Dla nich jest ważne, aby pisano i drukowano to co trzeba. W ogóle wiele istotnych zmian, w tym w przepisach zostało przyjętych wcześniej, gdy Łukaszenka oczyszczał dla siebie teren. Nawet Konstytucję zmieniono na żądanie i na rzecz tylko jednego człowieka. Dlatego te zmiany nie przynoszą korzyści. Oni zniesławili pojęcie prawa, ponieważ w rzeczywistości jedna osoba wytarła nogi o podstawowe prawo.

– Ale ofiarą stało się nie tylko prawo, ale przede wszystkim społeczeństwo, które wpadło w niewolę, pojawili się i więźniowie polityczni.

Uladzimir Jaromienak: Gdy wychodziłem z więzienia jeszcze w 2011 roku, doskonale wiedziałem, że trafiłem z małej kolonii do dużej, która nie jest już taka zamknięta. Ale są także urzędnicy, którzy śledzą cię i czuwają nad tobą. Instytucje represyjne podejmują decyzje w razie potrzeby o jakichś działaniach. Dlatego kraj stał się prawdziwą, dużą makietą kolonii.

–  Okazuje się, że w istocie  termin “były więzień polityczny” nie istnieje?

Uladzimir Jaromienak: Tak, byłych więźniów politycznych naprawdę nie ma. Bo jeśli człowiek wychodzi z miejsca pozbawienia wolności, dotyczy to przede wszystkim tych, którzy zostali skazani za Plac-2010, od razu znaleźli się pod nadzorem profilaktycznym. Za naruszenie którego bardzo szybko można trafić ponownie do więzienia. Inny przykład – Dzmitrij Daszkiewicz, którego wypuszczono z więzienia od razu z nadzorem prewencyjnym. Jest to dość trudny środek, która przypomina taką karę jak „chemia domowa”. Faktycznie zwolnieni pozostają dalej w areszcie. Tak więc każdy człowiek, który został skazany za Plac, może ponownie trafić za kratki. Przykładem może być Wasyl Parafiankou. Pomimo, że został zwolniony, wszczęto wobec niego kolejną sprawę karną, która odbędzie się wkrótce.

– Ogólnie system penitencjarny ma za zadanie wychować człowieka. Ale więźniowie polityczni nazywają to inaczej- jest to próba złamania człowieka. Ale czy można złamać człowieka, który ma swoje przekonania i który jest wspierany przez setki ludzi. Dlaczego więc władze podejmują takie kroki?

Uladzimir Jaromienak: Jeśli człowieka nie można złamać i  władze przekonują się o tym na początku, to można go po prostu odizolować. Dlatego wszystkie te ograniczenia: więzienie, kolonia, obserwacje- to próba odizolowania, ograniczenia, aby aktywne osoby nie mogły swobodnie działać.

 

Зьвязаныя навіны:

Другие политические заключённые