Irina Chalip: Dopóki trwa reżim, wszyscy jesteśmy więźniami politycznymi

Dlaczego machina represji w Białorusi się tak rozwinęła? Dlaczego ludzie pracujący w milicji, KGB, więzieniach zgadzają się wykonywać rozkazy często sprzeczne z prawem, oraz sprzeczne z sumieniem i moralnością ludzką? Dla palitviazni.info wypowiedziała się Irina Chalip, korespondent rosyjskiej „Nowej Gazety” w Białorusi, żona polityka, kandydata na prezydenta Andreja Sannikowa.

Irina Chalip: To nie jest cecha narodowa, a należy tu raczej szukać korzeni historycznych, w długiej historii utrzymywania narodu w zastraszeniu, co praktykowane jest pokoleniami, przez co następuje u ludzi deformacja świadomości, oraz sumienia. Wydaje im się, że są zwolnieni z odpowiedzialności za każdym razem, gdy wykonują jakiś występny rozkaz. Innymi słowy, istotnie istnieje zło większej skali, ale ja jestem tylko małym człowiekiem i mam swoje życie, jakoś muszę zarabiać, żeby rodzinę wykarmić. Jeśli pójdę na mały kompromis z własnym sumieniem, to nic się nie stanie. A cala odpowiedzialność ich zdaniem, ponosi owo zło. A to błąd. Nie rozumieją, że wszyscy będą odpowiedzialni. Nie przypadkowo na całym świecie odpowiedzialność za przestępstwo ponosi nie tylko sprawca bezpośredni, ale i ten kto to przestępstwo zlecił.

– Niemniej jednak przypadki zlecania takich przestępstw nie są dziś zauważane jako pojedyncze. Na ile rozpowszechniona jest praktyka tortur i przekraczania granic praworządności?

Irina Chalip: Myślę, że to już działający system, a nie zbiór lokalnych przypadków. Przekroczyliśmy masę krytyczną, powyżej której zdarzenia przerosły granice prawa i do tego musimy się szczerze przyznać. I to jest narodowa tragedia. Przykro jeśli ktoś tego nie zauważa.

 – Czy społeczeństwo o tym wie? Czy też wciąż społeczeństwu czegoś do tego brakuje?

Irina Chalip: Brakuje przede wszystkim zrozumienia, że nikt nie jest naprawdę bezpieczny. Dopóki wobec przytłaczającego niezadowolenia z sytuacji ogólnej, z władz, życia tli się jakiś pierwiastek naiwnej i bezpodstawnej nadziei, że mnie to wszystko jakoś ominie. Ze mną to się nie ma prawa zdarzyć, przecież ja się wcale nie wychylam. I dopóki takie myślenie jest kultywowane, będzie ciężko. Postawa w stylu „moja chata z kraja” jest amoralna. Tak to przynajmniej widzę ja. Zupełnie jakby chcieć cichutko przeżyć trwającą obok walkę na linii frontu. Jeśli milczysz, tym gorzej dla ciebie.

 – Natomiast z tymi, którzy odmawiają milczenia i wypowiadają głośno swoje zdanie, wladze rozprawiają się bez litości? Do jakiego stopnia sytuacja związana z przestrzeganiem praw człowieka się skomplikowała, Pani zdaniem?

Irina Chalip: Paweł Sewiaryniec ujął sytuację w bardzo trafnych słowach. Po moim procesie w lipcu zadzwonił do mnie i powiedział, ze mi gratuluje, ponieważ właśnie stało się o jednego więźnia mniej. W takim sensie, że zdjęto ze mnie ograniczenie, zakaz wychodzenia wieczorem z domu i zakaz otwierania drzwi milicjantom. Jednak my nadal pozostajemy w kraju niewolnym. I ci, co wyszli z więzienia, przeszli przez sądy, w sensie prawnym nadal nie mogą czuć się ludźmi wolnymi. Nie mówię tu o wolności wewnętrznej, której nie można nam zabrać, ani sądownie, ani poprzez więzienie, ponieważ w sensie moralnym pozostajemy ludźmi wolnymi. Dlatego wspominam o wolności w sensie prawnym. Ponieważ do momentu rehabilitacji nie ma mowy o wolności w tym znaczeniu. Dlatego nie lubię terminu „były więzień polityczny”. Dziś podobnego zjawiska w kraju nie ma. Jesteśmy nadal więźniami politycznymi, dopóki istnieje władza, która nas więzi. Tak dzieje się dziś z Jaromienakiem, Parfiankowem, oni dają temu świadectwo. Jako przykład niech posłuży historia, która niedawno opowiedział Witalij Rymaszewski. W jego rejonie popełniono przestępstwo i milicjanci od razu zadzwonili do tego polityka. Mają konkretną procedurę, która opiera się na monitorowaniu ludzi karanych. A takimi jesteśmy my wszyscy. Zatrzymanie człowieka, nawet w trakcie jakiejś akcji, już jest traktowane jako recydywa. Ten sam Sewiaryniec, dajmy na to, nie miał statusu karanego, bowiem oczyszczono go z zarzutów. Ale do późniejszej sprawy karnej dołączono akta jego poprzedniego wyroku. Czyli wyszedł im niebezpieczny przestępca z kryminalną przeszłością.

 – Mówiąc o wolności wewnętrznej  i dzialaniach reżimu zmierzającym do jego zdławienia, jak Pani uważa, jak daleko mogą posunąć się władze i służby w swoich próbach zdławienia tego stanu ducha? Czy istnieje tu jakaś granica?

Irina Chalip: Wydaje mi się, że przekroczono wszystkie granice. To jest co prawda na pewnym poziomie metafizycznym, wciąż jednak mam wrażenie, że Lukaszenka stale pragnie krwawych ofiar. Że wciąż potrzebuje ofiary czyjegoś życia. Na przykład gdy Siarhiej Kowalenka skazany za wywieszenie flagi na noworocznej choince w Witebsku, ogłosił głodówkę, która doprowadziła go do granicy śmierci, wydawało mi się, że gdyby mu się coś nie daj Boże stało, to byłoby prawdziwym szczęściem dla Lukaszenki. To czysto metafizyczne odczucie, jednak wydaje mi się, że tak właśnie jest.

 

Зьвязаныя навіны:

Другие политические заключённые