Maryna Adamowicz, żona więźnia politycznego, Mykoły Statkiewicza: Całe więzienie huczało i wołało „Żywie Biełaruś!”

Mykoła Statkiewicz, były kandydat na prezydenta Białorusi skazany po wyborach w grudniu 2010 za rzekomą organizację masowych zamieszek, do dziś przebywa w więzieniu. W jakich warunkach przetrzymywany jest polityk? Na pytania RFI odpowiada Maryna Adamowicz, żona więźnia politycznego, Mykoły Statkiewicza.

Wieczorem, w dniu urodzin Mykoły Statkiewicza niebo nad mohylewskim więzieniem nr 4, gdzie karę odbywa były kandydat na prezydenta, rozjaśnił fajerwerk. Salwę odpalili demokratyczni aktywiści i solidaryzujący się obywatele, którzy w ten sposób uczcili 57 urodziny Mykoły Statkiewicza, przypominając mu tym samym, że nie zapomnieli o nim. 12 sierpnia polityk spędził swoje trzecie urodziny za kratami.

Przypomnijmy, że po wyborach w grudniu 2010 aresztowano siedmiu z dziesięciu kandydatów na prezydenta. Statkiewicz jako jedyny pozostał do dziś w więzieniu. Wielokrotnie skłaniano go, by podpisał wniosek o ułaskawienie, mający zapewnić mu wypuszczenie z więzienia. Prezydent Łukaszenka wypowiadał się o tym całkowicie jawnie. Jednak Statkiewicz nie ma zamiaru prosić o ułaskawienie. Według jego żony, Maryny Adamowicz, Mykoła powiedział, że o ułaskawienie prosić nie będzie, nawet gdyby poprosiła go o to cała społeczność demokratyczna.

Oficjalny ślub Maryny Adamowicz i Mykoły Statkiewicza odbył się już po aresztowaniu i procesie. W maju 2011 sąd rejonu leninowskiego w Mińsku skazał Statkiewicza na sześć lat pozbawienia wolności za organizację masowych zamieszek w dniu wyborów.

W styczniu 2012 warunki odsiadki polityka zostały zaostrzone, ze względu na decyzję administracji szkłowskiej kolonii karnej, w myśl której Statkiewicz nie wykazywał tendencji resocjalizacyjnych, oraz wykazywał skłonności do kontynuacji prowadzenia działalności przestępczej, nie rokując szans na zwolnienie warunkowe.

Podpułkownik rezerwy, dyplomowany inżynier, z wielkimi szansami na karierę wojskową, Statkiewicz wybrał jednak drogę inną, o której mamy nadzieję móc porozmawiać z samym Mykołą Statkiewiczem. W jakich warunkach znajduje się dziś polityk pretendujący swego czasu na najwyższe stanowisko w Białorusi? Czy zauważył salwę na jego cześć w dniu swoich urodzin, odpaloną przez działaczy? Żona więźnia politycznego Mykoły Statkiewicza, Maryna Adamowicz zgodziła się odpowiedzieć na pytania zadane przez RFI

RFI: Mykoła Statkiewicz to jedyny były kandydat na prezydenta z wyborów w grudniu 2010, który po dziś dzień znajduje się w więzieniu. Co Pani wie o warunkach, w jakich przyszło mu odsiadywać wyrok?

Maryna Adamowicz: Mykoła znajduje się w mohylewskim więzieniu numer 4 już od roku i siedmiu miesięcy. Zaostrzono mu warunki odsiadki i przenieśli z kolonii karnej do więzienia na trzy lata. Pierwszy rok spędził w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Od stycznia 2013 znajduje się nadal w tym samym więzieniu i tej samej celi, od roku i siedmiu miesięcy nie wypuszcza się go z izolatki do innych pomieszczeń zakładu karnego. Zmieniono mu rygor na tzw zwyczajny, dzięki czemu uzyskał „dodatkowe” pół godziny na spacery w ciągu dnia i prawo do jednej paczki w roku. Zaostrzony rygor zabraniał mu nawet tego.

Przeniesienie pod rygor zaostrzony nastąpił 27 grudnia 2012, jednak 25 lipca tego roku zdjęto z niego status „więźnia umyślnie łamiącego regulamin”. Radość trwała krótko, ponieważ już 5 sierpnia, przedstawiono mu kolejny zarzut. Powodem tego stało się rzekome złamanie regulaminu. Mykoła czuł się źle i podobno położył się w poprzek łóżka w ciągu dnia. Każdy kto wie, czym jest więzienna prycza wie, że nie da się położyć w poprzek niej.

RFI: Jak skończył się epizod w części szpitalnej, który opisała Pani na swojej stronie na Facebooku? Co się tam stało? Skąd ma Pani takie wiadomości?

Maryna Adamowicz: Nie mogę ujawnić mojego źródła. O ile wiem, 3 sierpnia w sobotę po południu Mykoła znajdował się w celi, siedząc i opierając się o ścianę ze względu na ból w szyi. Przez wizjer w drzwiach spytano go, czy zachorował, na co on odpowiedział, że nie. Po pół godziny jednak przeniesiono go do części medycznej i zmierzono ciśnienie, które okazało się być podwyższone. Udzielono mu pomocy medycznej. Jakiego rodzaju to była pomoc, tego nie wiem. Kolejnego dnia po tym zdarzeniu stan jego dodatkowo się pogorszył, Mykoła stracił przytomność, niewykluczone, że w wyniku udzielonej w przededniu pomocy. Sąsiad z celi walił w drzwi, próbując wezwać na pomoc strażnika, lub lekarza, bez odzewu przez około 20 minut.

RFI: Czy wie Pani w jakim stanie jest dziś Mykoła?

Maryna Adamowicz: Mam nadzieję, że w dobrym. List przysłany przez niego 8 sierpnia pozwala mi wierzyć, że wszystko z nim w porządku. Już 5 sierpnia wezwano go na jakąś procedurę, na której postawiono mu zarzut leżenia w poprzek łóżka w ciągu dnia.

RFI: Jak często ma Pani możliwość otrzymywania listów od Mykoły i czy wszystkie Pani listy są doręczane?

Maryna Adamowicz: Nie wszystkie. Dzisiejsza sytuacja nie jest gorsza niż poprzednia. Najgorzej było, gdy Mykoła znajdował się w Szkłowie. Niedawno robiłam przegląd naszej korespondencji. Ze szkłowskiej kolonii nie dostawałam od niego listów nawet przez cztery miesiące. Było to wtedy, gdy nasilała się presja na więźniów politycznych, wtedy, gdy innych więźniów wypuszczano, a on zostawał za kratami jako jedyny. Od sierpnia do grudnia nie miałam od niego żadnych listów. Dziś konfiskują niektóre z listów. Czasem dwa, czasem jeden miesięcznie. Bywa, że dostaję wszystkie. To dla mnie wskaźnik presji wywieranej przez administrację więzienia.

RFI: To, że listy nie dochodzą wnioskuje Pani z przerw w korespondencji?

Maryna Adamowicz: Mamy ścisły system określający daty i dni, gdy Mykoła ma do mnie pisać. Ponadto, zdążył on poinformować ojca o konfiskacie jego listu z 5 sierpnia.

RFI: 12 sierpnia, swoje 57-me urodziny, Mykoła Statkiewicz spędził w więzieniu. Wiadomo już, że niebo nad więzieniem na minutę rozbłysło fajerwerkami. I dały się słyszeć wyraźnie salwy. Czy Mykoła to zauważył i jak on sam spędził swoje urodziny?

Maryna Adamowicz: O ile mi wiadomo, nawet w najczarniejszych czasach w KGB, według wspomnień tych, którzy już wyszli, a szczególnie Igara Aliniewicza, któremu udało się przenieść na wolność garść swoich gorzkich i rzetelnie relacjonujących wspomnień, nawet w tych warunkach ludziom udawało się świętować swoje małe święta, a to kawałkiem chałwy, a to pianką do kubka z napojem, jeśli mówić o części materialnej.

Jeżeli chodzi o stan emocjonalny, to gdy w pierwsze urodziny Mykoły w więzieniu odpalono fajerwerki koło więzienia byłam bardzo poruszona. Sądzę, że i Mykoła był nie mniej poruszony. Powiedziano mi, że całe więzienie grzmiało i wołało „Żywie Biełaruś”. Zatem wiedzieli, kto wtedy świętował i na cześć kogo była salwa. To bardzo cenne. Dla mnie to było wstrząsającym przeżyciem. Myślę, że w ten sposób ludzie spróbowali choć wyrazić swoje wsparcie, chociażby krzykiem.

Nie znam dokładnie szczegółów. Jednak z czysto emocjonalnego punktu widzenia patrząc, widać, że o jego los martwi się wielu ludzi … a Mykoła to wie. Nie zważywszy na wszystkie niezręczne próby izolowania go, które podejmowane są bez przerwy. Mam wielką nadzieję, że jedno słowo o tych podłościach, które się tam wyprawia, przekazane w porę, pozwoli wywołać więcej reakcji. Mam nadzieję, że przynajmniej część tego wielkiego strumienia ciepłych słów wysłanych do Mykoły uda mu się otrzymać.

RFI: Co jeszcze Pani wiadomo o obecnych warunkach, w jakich przetrzymywany jest Mykoła Statkiewicz?

Maryna Adamowicz: O warunkach panujących w naszym systemie penitencjarnym w ostatnich latach (w znacznej mierze dzięki organizacji kulturalno-oświatowej „Platform Innovation”) wiadomo nieco więcej, niż kilka lat temu. Dochodzą jeszcze relacje tych z tzw politycznych, którzy już wyszli na wolność. Jeśli chodzi o warunki w więzieniach, to byłam absolutnie wstrząśnięta, gdy uświadomiłam sobie, że Mykoła już od prawie dwóch lat nie widział drzewa, trawy, słońca bez krat, czy gęstej siatki więziennego spacerniaka.

To widok więziennych ścian przez cały czas. Kraty w oknach i dodatkowo specjalne metalowe parapety, czyli blaszki zakrywające dalszy widok z okna. Oczy widzą przez to tylko mały kawałek nieba. Spacery są na placu na dachu więzienia, gdzie wszystko dokoła wygląda jak w celi, tylko zamiast sufitu widać siatkę odgradzającą od nieba.

Ponadto, przez 8 miesięcy Mykoła znajdował się w celi przejściowej, która przypomina betonowy bunkier bez drewnianej podłogi, która jest zresztą wymagana przez regulamin więzienny. Do innej celi, z drewnianą podłogą przeniesiono go dopiero, gdy z powodu wilgoci od ścian zaczął odpadać tynk.
Co do żywienia, to coś w stylu warzyw udało im się zobaczyć dopiero po 8 miesiącach po uwięzieniu. Warzywa te, to nazwana tak przez Mykołę „była kapusta”, czyli gotowana kiszona kapusta. Więźniowie nazywają to bigosem. Przedtem warzywa zastępowane były suszonymi ziemniakami.

Zwyczajna cebula jest obecna na liście towarów dozwolonych w więziennym sklepie, a od kwietnia do sierpnia nie wolno mu było jej kupować z niewiadomych powodów. Wątpię, by był to jakiś formalny zakaz, raczej była to jedna z pomniejszych form wywierania presji. W sierpniu w końcu udało im się z sąsiadem dostać 5 kilogramów cebuli. Nareszcie ma więc dostęp do witamin.

RFI: Do jakiej kwoty miesięcznie Mykoła może robić zakupy w więziennym sklepie?

Maryna Adamowicz: Od grudnia 2011 do sierpnia tego roku mógł robić zakupy na kwotę 100 000 rubli (1 euro=11910 rubli białoruskich, wg kursu z  16 sierpnia 2013). Od początku sierpnia wolno mu wydać 200 000 rubli, nie wiem jednak co on tam mógłby za takie pieniądze kupić. Ewidentnie oferta sklepiku profilowana jest pod kątem tego, co w ogóle może się w nim sprzedawać.
To nie problem dostarczyć tam suszoną kiełbasę, ale pytanie, kto ja tam kupi, skoro więźniowie nie mają pieniędzy … Myślę, że towarów mają niewiele. Wiem, że Mykoła kupuje batoniki chałwy, ponieważ zawierają jakieś naturalne składniki. Kupują butelkę oliwy z oliwek. Czasem, przy odświętnej okazji kupują paczkę bezów. No i kawa, herbata. Choć o ich jakości wolałabym nie mówić. Tak to wygląda według mojej wiedzy.

RFI: Życzymy Pani wiele spokoju i odwagi.

Maryna Adamowicz: Dziękuję, jednak gdy słyszę takie życzenia, zawsze odpowiadam: nie życzcie mi odwagi, a tego, by mi się nigdy nie przydała, by wszystko to jak najszybciej dobiegło końca i wszyscy więźniowie polityczni wyszli na wolność.

russian.rfi.fr

Другие политические заключённые