Paweł Winagradau: Zawodowy rewolucjonista (zdjęcia)

Przyszliśmy w gości do człowieka, który w ciągu 25 lat życia zebrał na koncie 14 aresztowań i dwa oskarżenia z paragrafów karnych.

Pasza Winagradau mieszka z żoną Swietłaną w jednopokojowym wynajmowanym mieszkaniu. Na podłodze leży “łóżko” złożone z kołder, zakryte dużą pluszową niedźwiedzią “skórą”, na której nas posadzono. Paweł – rdzenny mieszkaniec Mińska, w dzieciństwie mieszkał w dzielnicy Południowo-Zachodniej, a i do dziś rewir niespecjalnie mu się zmienił. Jak sam żartuje: «Tu mam swój rodzimy posterunek milicji».

“Nasza Niwa”: Pawle, od dzieciństwa miałeś “relacje” z milicją?

Paweł Winagradau: Nic z tych rzeczy, to się zaczęło w wieku dojrzalszym, a poza tym nigdy mnie nie zatrzymywali za bójki i pijaństwa, wszystkie moje aresztowania mają polityczny kontekst. Tak wyszło.

“NN”: W takim razie jakie było Twoje dzieciństwo?

PW: W dzieciństwie lubiłem grać z kumplami w gry, szwędać się po daczach, gdzie piliśmy tanie wino i piwo. Gdzie rodzice oczy mili, tego nie wiem, zapewne dlatego miałem prawdziwe dzieciństwo. Piliśmy, biliśmy się trochę, łamaliśmy jakieś płoty, zwykłe życie chłopaka.

“NN”: Jak wiadomo, Twoi rodzice myśleli o jeździe figurowej i szkole muzycznej dla Ciebie, do której Cię zresztą zapisali.

PW: Owszem. Mama wepchnęła mnie do szkoły muzycznej. Zapewne chciała zrobić ze mnie człowieka, żebym kimś został, a może dlatego, że i ją rodzice kiedyś zmuszali by tam chodziła.

“NN”: A czego w dzieciństwie uczyli Cię rodzice?

PW: Mówić prawdę, w czym ja dziś zauważam pewną życiową świętość.

“NN”: Gdzie dziś są Twoi rodzice i jak odnoszą się do Twojej działalności opozycyjnej?

PW: Mam jest w Palermo. Zajmuje się pięknem. W takim sensie, że wstrzykuje botoks w wargi i robi pomniejsze operacje plastyczne. Do moich wyroków odnosi się już pozytywnie. Oczywiście najpierw miała złe nastawienie, ale później, gdy uświadomiła sobie bezskuteczność swoich nacisków, oraz, że stałem się “sławny”, zaakceptowała wszystko po całości. Widzi efekty. W niektórych sytuacjach nawet daje rady. Tata mój, to powiedzmy, biznesmen. Jest teraz w Berezinie. Wspiera mnie w stu procentach.Jechał na Plac w 2010, ale nie dojechał, gliny go zatrzymały na rogatkach.

“NN”: Znana jest opowieść o tym jak babcia wyganiała Cię z domu za biało-czerwono-białą flagę. Jak do tego doszło?

PW: To było tak: rok 2006 ,wybory, na zasłonach powiesiłem biało-czerwono-białą flagę, której nawet nie było widać od strony ulicy, ale babcia powiedziała, że albo ją zdejmę, albo mam się wyprowadzać. Ponieważ i tak sam to planowałem, wyjście z domu poszło mi łatwo. Najpierw wynajmowaliśmy z kolegą pokój, a potem mieszkałem w biurze organizacji obywatelskiej “Za Swabodu”.

“NN”: Jak dziś babcia i dziadek odnoszą się do Twojej działalności?

PW: Babcia – skrajnie źle. Do dziś nie mogę jej wytłumaczyć, że kiedy mnie aresztują i spisują protokoły, to nie za przeklinanie. A dziadek z czasem zaczął wspierać opozycję, co prawda dopiero po tym, jak mu ulgi zabrali.

“NN”: Po 9 klasie zostawiłeś szkołę i wstąpiłeś do koledżu fryzjerskiego. Lubisz ten zawód?

PW: Lubię strzyc, ale nie pracować jako fryzjer. Nie lubię robić prostych fryzur, chcę się tym zajmować twórczo. Dlatego strzygę wyłącznie dziennikarzy i aktywistów politycznych. Jeśli sobie Państwo życzą, służę uprzejmie!

Za parę minut nasz fotograf Gudilin już oczekiwał strzyżenia na kuchni.

W trakcie Paweł opowiadał o przygodach w pracy, kiedy pomylił nasadki maszynki i ostrzygł człowieka na zero: «Miałem szczęście, bo był pijany i było mu wszystko jedno».

PW: Na drugim roku zrozumiałem, że fryzjerem nie będę, ale dokończyłem kurs, popracowałem parę miesięcy, a potem zdecydowałem, że to nie dla mnie. Po pierwsze, pracowałem z zespołem żeńskim, który wywierał sporą presję. Po drugie, młodzi fryzjerzy w państwowych salonach zarabiają 70 dolarów.

“NN”: Jak potoczyły się losy po koledżu?

PW: Najpierw pracowałem w zawodzie, potem nie pamiętam skąd brałem pieniądze. W 2006 roku wszystko było takie romantyczne. Taka konspiracja, ruch oporu, a ja byłem takim świetnym partyzantem. Teraz rozumiem, że to było dalekie od prawdy. Wszystko robiłem bez pojęcia, bez podkładu ideologicznego, dla czystej zabawy i draki. Świadomość przyszła o wiele później. Były momenty kiedy pracowałem na wózku w magazynie, jako spawacz i ślusarz.

“NN”: A teraz gdzieś pracujesz?

PW: Moja książka zatrudnienia leży Departamencie Stanu USA i w polskim wywiadzie. (Śmiech.)

“NN”: Na życie wystarcza?

PW: Nie, dlatego trzeba dostawać pieniądze z innych miejsc.

“NN”:Swego czasu, z żoną byliście w jednym zespole “Europejskiej Białorusi”. Jesteście przykładem rodziny razem walczącej na barykadzie?

PW: Chodzimy razem na większe mitingi, ale nie zabieram jej na akcje. Też jej się zdarzyło odsiedzieć 15 dni w 2008 za “przeklinanie”.

“NN”: A czym żona się zajmuje?

PW: Pracuje w informatyce,testuje oprogramowanie. Pracuje w prywatnej firmie, gdzie wszyscy, łącznie z szefami, wiedzą kim jesteśmy. Czytają wiadomości i ciekawią się co u niej.

“NN”: Powiedz, dlaczego zabrałeś młotek na Plac -2010? Planowałeś go użyć?

PW: Szedłem budować nową Białoruś. A do tego potrzebne jest narzędzie.

“NN”: To może poradź, co należy zabierać ze sobą i jak należy się przygotować do Placu.

PW: 1) Osłonę pod kurtkę, na lewą, lub prawą rękę do obrony przed pałką. Jeśli jest taka możliwość, również na nogi, bo często biją po nogach. 2) Zimą należy ciepło się ubrać. 3) Wziąć ze sobą czekoladę, papier toaletowy, latarkę, puste butelki, żeby w awaryjnej sytuacji do nich oddać mocz. 4) Apteczka: bandaże, antybiotyki, aspiryna, węgiel. 5) Szalik, albo kominiarkę, żeby zakryć twarz. W żadnym wypadku nie zabierać noża ani kastetu. Nikogo nie wolno bić. Koniecznie trzeba być trzeźwym, inaczej nie ma po co iść.

“NN”: Przy takiej ilości aresztowań jesteś z pewnością znany w moskiewskim MSW?

PW: W oddziale jestem najpopularniejszy, wszyscy mnie tam znają. Połowa MSW do mnie przychodzi się przywitać. Jesteśmy już prawie jak bracia. Widuję ich częściej, niż własnego ojca, tym bardziej mamę. Pytają co tam u mnie. Widzą, że jestem normalnym człowiekiem. Wśród nich też są normalni ludzie, mnie nie ruszają, tylko tam pracują. Ale przeszukują mnie ostro. Zawsze oczekują, że przyniosę albo telefon, albo dyktafon i ich ponagrywam.

“NN”: Jak ci mija czas na Okrestina?

PW: Rozmawiam z kolegami z celi, czytam, śpię i spaceruję. Tam jest dobra atmosfera do rozmyślań. Jeśli potrzebujesz pomyśleć, to zapewne najlepsze miejsce.

“NN”: znalazłeś w tym wszystkim jakiś pozytywny aspekt?

PW: Oczywiście. 1) Jeśli masz dość życia na wolności, możesz się po prostu odizolować. 2) Ja tam prawie nie jem, więc można się odchudzić. 3) Myśli stają się przejrzystsze. 4) Niknie pociąg do alkoholu i innych podobnych kwestii. Tam nie jest tak źle, poważnie.

“NN”: Czyli opłaca się tam trafić?

PW: W każdym razie pierwsze dwa razy są pożyteczne. Zaczynasz rozumieć, że zwykły spacer po ulicy to bogactwo. Zaczyna się tam rozumieć kim jesteś, bo człowiek widzi się w takich sytuacjach zupełnie inaczej. Widzi się tam jak świat może być okrutny, lub szalony.

“NN”: Pawle, kim byś chciał zostać, gdyby nie życie polityczne?

PW: Ale ja właśnie chciałem być zawodowym rewolucjonistą, tylko żeby za to więcej płacili. zawodowy rewolucjonista ma ciekawe życie.

“NN”: Uważasz się za rewolucjonistę?

PW: Tak, jestem zawodowym rewolucjonistą. To osobista postawa i zawód.

vinogradov1

vinogradov3

vinogradov2

vinogradov4

 

 

Tłumaczenie Palitviazni.info

Другие политические заключённые