Uladzimir Kobiec: „Sprawa patriotów” mogła zostać zawieszona na długo

Niedługo upłynie miesiąc odkąd pod zakazem opuszczania miejsca pobytu wyszli na wolność dwaj ostatni figuranci sprawy utworzenia nielegalnej formacji zbrojnej – Wiktar Maroz i Mirosłau Łazouski. Tymczasem sama sprawa nie jest zamknięta i rodzi się pytanie czy w ogóle dojdzie do sądu?

„Podczas Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE w Mińsku więźniowie polityczni nie byli nikomu potrzebni – mówi witrynie palitviazni.info Uładzimir Kobiec, który w 2010 roku kierował sztabem wyborczym kandydata na prezydenta Andreja Sannikaua i został wtrącony do więzienia, a po uwolnieniu wyjechał za granicę. – Władza wykorzystała więźniów politycznych jak towar. Bierzesz zakładników, a potem ich wypuszczasz i uzyskujesz całkiem realne profity”

Jak wcześniej informowali obrońcy praw człowieka, pod oskarżeniem z artykułu 287 Kodeksu Karnego (tworzenie nielegalnych formacji zbrojnych) znajduje się 16 osób. 14 z nich zostało zwolnionych w dniach 27 czerwca – 30 z aresztu MSW, a dwoje wcześniej z aresztu KGB: Andriej Bielawskij 2 czerwca pod zakazem opuszczenia miejsca pobytu i Jewgienij Pałtarżycki, który 19 maja został przeniesiony do aresztu domowego.

Początkowo wszyscy figuranci sprawy zostali aresztowani w sprawie karnej „o przygotowaniu masowych zamieszek”, dodatkowe oskarżenie na podstawie artykułu 287 kodeksu karnego „Tworzenie nielegalnej formacji zbrojnej” zostało im przedstawione później. Po tym, jak KGB umorzyło sprawę na podstawie części 3 artykułu 293 kodeksu karnego, pozostawali oni w areszcie na podstawie drugiego oskarżenia.

-“Zawieszanie” spraw politycznych stało się na Białorusi zwyczajem – powiedział Uładzimir Kobiec. – na przykład wciąż nie zamknięto sprawy o „masowych zamieszkach” z 19 grudnia 2010 r. Do tej pory oskarża się kandydata na prezydenta Alesia Michalewicza i seria aresztowań może rozpocząć się w każdej chwili.

To samo dotyczy „sprawy patriotów” – jest potrzebna jako mechanizm odstraszania, aby pokazać, że władza może i będzie bronić się wszelkimi sposobami, jak w czasach stalinowskich wymyślając fikcyjne organizacje i sprawy, do których może przypisać kogo zechce. Dlatego nie ma znaczenia, czy ta sprawa dojdzie do sądu. Tak czy inaczej władza rozwiąże sytuację i przykład Michalewicza jest tego potwierdzeniem.

Czy w „sprawie patriotów” decydujące było „głośne zdanie” Europy – przeprowadzenie w Mińsku Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE?

Zdecydowanie. Nikomu nie byli potrzebni więźniowie polityczni w trakcie międzynarodowego forum, na które Mińsk czekał tak długo. Władza, jak czyniła to już wcześniej wcześniej, używa więźniów politycznych jak towaru – biorą zakładników, następnie ich wypuszczają i otrzymują realne zyski.

Przez dziesięciolecia panowania w kraju reżim wiele się nauczył i nie zamierzał być marginalizowany na własnym terenie przez twardogłowych funkcjonariuszy. Jego logika jest inna – bardziej przebiegła i elastyczna. W innym wypadku władza nie mogłaby nawet marzyć o tym, żeby kwestia białoruska nie została uwzględniona w ostatecznej wersji dokumentu. Dlatego mistrzowski „benefis Woronieckiego” (przewodniczący międzynarodowej komisji „izba przedstawicieli”) był możliwy dzięki zwolnieniu wszystkich zatrzymanych w “sprawie patriotów”. Wprawdzie Jelenie Kupczinoj nie pozwoliło to na objęcie przewodnictwa OBWE, ale to już inna historia.

Jeśli sprawa zostanie “wygaszona”, co z tymi oskarżeniami, które już wybrzmiały?

– To oczywiste, że wszystkie zarzuty zostały wyssane z palca. Wszyscy to rozumieją. Jak władza może wybrnąć z tej sytuacji? Ewolucyjnie, jak powiedział minister Uładzimir Makiej na Kongresie Białorusinów Świata. Jeśli mamy naprawdę wprowadzić zmiany na Białorusi, należy spalić za sobą mosty i patrzeć w przyszłość. A przyszłość to europejska Białoruś – nasz wspólny, bezpieczny i przytulny dom, a nie trampolina do rosyjskiej agresji na Zachodzie, czy laboratorium Frankensteina, jakim kraj był od 1996 roku.

Należałoby przerwać i tę sprawę, i tę z 2010 roku. Nie ma sensu kombinować w celu zachowania twarzy. Nie ma już czego zachowywać, ponieważ wszyscy już wszystko rozumieją i nie warto tracić czasu na poważną analizę tego zbioru głupstw jak „szczura Sucharenki” w 2006 roku. Obecna władza, jak bardzo karykaturalna by nie była, jest odpowiedzialna za utrzymanie niezależności naszego kraju, i przejdzie do historii albo jako nikczemna i krótkowzroczna, która zgubiła kraj, albo jako taka, która wyrosła z dziecięcej choroby dyktatury i przy której zwyciężył białoruski duch i charakter. I jako taka, która ewolucyjnie odwiodła Białoruś od groźby utraty suwerenności na drogę samodzielnego rozwoju demokratycznego i zamożnego europejskiego kraju.

-Co jest potrzebne by do tego doszło?

W rzeczywistości nie aż tak dużo. Jak już wspomniano, konieczne jest zamknięcie wszystkich spraw karnych i polityczna wola rehabilitacji wszystkich uprzednio skazanych polityków i działaczy społecznych, gwarancja powrotu z zagranicy do wszystkich tych, którzy z powodów politycznych nie mogą lub boją się wrócić do kraju. Konieczne jest ogłoszenie okresu przejściowego, podczas którego władza zostanie stopniowo przekazana organom wybranym w swobodnych wyborach.

W Stanach Zjednoczonych istnieje takie pojęcie jak „ojcowie założyciele”. Coś podobnego można zrobić i u nas – program przejściowy mógłby zostać opracowany przez ludzi, którzy cieszą się dobrą reputacją i nie są zaangażowani politycznie. Musimy dać wolność mediom i wyznaczyć wybory parlamentarne pod międzynarodową obserwacją – całkowicie przejrzyste, raz na zawsze zamknąć temat „barszczu”. Albo delikatnie powrócić do konstytucji z 1994 roku i anulować „referenda” lub przeprowadzić nowe i ostateczne referendum w sprawie nowej konstytucji i innych kwestii, które parlament uzna za najistotniejsze. Konieczne jest również, aby odkryć prawdę o zaginionych przywódcach opozycji, bo później i tak zostanie przeprowadzone niezależne śledztwo – to zasadnicza kwestia, która nie może “ewoluować” w stronę zapomnienia.

Niektórzy z oskarżonych w „sprawie patriotów” opowiadają o torturach, podczas pobytu w areszcie, niektórzy milczą lub mówią, że nic takiego się nie stało. Czy pana zdaniem ludzie powinni szczerze opowiadać o torturach, jeśli miały one miejsce?

Dobrze znam ten dylemat z własnego doświadczenia. Ktoś, kto nie przeszedł przez to wszystko, nigdy nie zrozumie, o co chodzi. Dlatego dyskusja o tym, co powinni lub nie powinni robić ci, którzy wyszli zza krat jest nieodpowiedzialna i lekkomyślna. Ci ludzie potrzebują pomocy psychologicznej i terapii. Jednocześnie wciąż ciąży na nich status oskarżonych i zakaz rozpowszechniania informacji. Prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, ale każdy musi sam zdecydować, kiedy i w jaki sposób chce ją ujawnić.

- у навінах

 

Другие политические заключённые