Wiaczasłau Kasinierau: Odsiadki za własne poglądy się nie boję.

W zeszłym tygodniu [tj. w połowie kwietnia – przyp. tłum.] więźniowi politycznemu Wiaczasławowi Kasinierawowi zmieniono stosowany środek zapobiegawczy w postaci dozoru na zakaz opuszczania kraju. 27 kwietnia w sądzie rejonu moskiewskiego w Mińsku rozpocznie się proces w sprawie aktywisty.

W przededniu procesu Wiaczasłau Kasinierau opowiedział portalowi palitviazni.info o swoim zatrzymaniu, pobycie w areszcie śledczym i perspektywach procesu.

Przypomnijmy, że Wiaczasłau Kasinierau jest oskarżony o popełnienie przestępstwa z art. 339 ust. 1 Kodeksu Karnego (chuligaństwo) za przeprowadzenie 12 marca 2017 r. pod budynkiem MSW performancu, w trakcie którego zarzucił na szyję stojącęgo tam pomnika stójkowego [funkcjonariusz policji niższej rangi w Imperium Rosyjskim – przyp.tłum.] pętlę, wyrażając w ten sposób sprzeciw wobec samowoli milicji i prześladowaniu aktywistów ruchu anarchistycznego za udział w pokojowych akcjach protestu.

Organizacje broniące praw człowieka wystąpiły z wnioskiem o uznanie Wiaczasława Kasinierawa za więźnia politycznego i wezwały władze Białorusi do zamknięcia śledztwa i natychmiastowego uwolnienia aktywisty.

Czy było dla pana niespodzianką aresztowanie za performance?

Nie, ponieważ byłem świadomy, że może się to tak skończyć. Niespodzianką był jednak artykuł, z którego zostałem oskarżony, bo z grubsza orientowałem się w przepisach prawa. Szczególnie dotyczy to akcji, w których biorę udział. Dlatego, kiedy mnie zatrzymali jako przestępcę kryminalnego, było to dla mnie dziwne. Na pewno jednak się nie przestraszyłem.

Jakie warunki panowały w areszcie i jak odnosili się do pana funkcjonariusze?

– W areszcie siedziałem w tak zwanej „press-chacie” [press-chata w żargonie oznacza celę, w której administracja aresztu z pomocą współpracujących z nią innych więźniów stwarza „niewygodnemu” więźniowi trudne do wytrzymania warunki – przyp.tłum]. Na spacerniaku, gdzie mogłem zobaczyć się z przyjaciółmi (po zatrzymaniach 15 marca) mówili mi, że wszystkich moją celą straszono. Nierzadko w ciągu dnia zabierali mi materac, a na pytanie dlaczego to robią, odpowiadali coś w rodzaju „to tajne polecenie kierownictwa”.

Poza tym, specjalnie umieszczali po 8-9 osób w celi przeznaczonej na 4 miejsca. A pewnej nocy w ogóle znalazło się w celi 10 osób. Na dodatek później zaczęli sadzać w celi ludzi, którzy na wolności żyli, jak to mówią, „bez stałego miejsca pobytu”. Na inspekcjach milicjanci teatralnie kręcili nosami, zakładali na twarze maseczki chirurgiczne i rękawiczki. Robiło im się niby niedobrze, kiedy wchodzili do celi, bo panował tam nieprzyjemny zapach. Chociaż ja im mówiłem, że to raczej po ich wizytach trzeba wietrzyć celę.

Co pan w ogóle sądzi o całej tej sprawie i jej sądowych perspektywach?

– Osobiście mam wrażenie, że chodzi o zemstę. Zemstę za jakąś osobistą krzywdę tej części naszego społeczeństwa, którą minister spraw wewnętrznych określił mianem „najsilniejszego argumentu władzy”. Krótko mówiąc – milicja czuje się urażona. Oni postawili totem, a ja miałem czelność podnieść na niego rękę.

Co zaś się tyczy kwestii procesowych, to dla mnie najważniejsze jest to, że wyraziłem swoją opinię i bez względu na naciski, groźby i pozbawienie mnie wolności, nie porzuciłem swojego stanowiska, udało mi się przekazać kolegom i zwolennikom myśl o tym, że nie trzeba się bać odsiadki w obronie własnych poglądów. Warto w każdych warunkach i każdej sytuacji zachować godność. Cieszę się, że mam tak wielkie wsparcie ze strony swoich przyjaciół, bliskich i społeczeństwa.

Dlatego, szczerze mówiąc, nie denerwuję się wyrokiem sądu. Jestem przygotowany na wszystko, dla mnie najważniejsze teraz jest to, że postąpiłem słusznie. I jestem gotowy za to zapłacić, ponieważ mam świadomość, że niestety wolność słowa w tym kraju nierzadko wiąże się z więzieniem i represjami.

 

Зьвязаныя навіны:

Другие политические заключённые