Anatol Labiedźka: Władza czasem musi wyciągać trupy ze starej szafy

labiedzka-photoPrzewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka, który po wydarzeniach z grudnia 2010 roku przebywał w areszcie KGB, wspomina te dni, a także mówi o aktualnym stanie represji w kraju, więźniach politycznych i “poziomie strachu”.

Podczas “Ploszczy 2010” władza pokazała swoje możliwości a społeczeństwo złapało wirus strachu, który mieszka w większości ludzi do dnia dzisiejszego – powiedział polityk portalowi palitviazni.info.

Anatol LABIEDŹKA. Urodził się 27 czerwca 1961. Białoruski polityk, przewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej.

Wiele razy trafiał do więzienia za udział w nielegalnych protestach i marszach. Jedno z aresztowań Labiedźki miało miejsce na krótko po tym, jak wystąpił w Senacie Stanów Zjednoczonych i na spotkaniu OBWE w październiku 1999 roku, wzywając do wprowadzenia sankcji wobec przywódcy kraju. Kilka razy był oskarżony o szkalowanie prezydenta, został również pobity przed swoim domem przez zamaskowanych mężczyzn.

Po wyborach parlamentarnych w październiku 2004 roku, które były połączone z referendum, dotyczącym pozwolenia Aleksandrowi Łukaszence na ubieganie się o trzecią kadencję, Anatol Labiedźka, wraz z innymi przywódcami opozycji, 18 i 19 października wyprowadził około trzy tysiące demonstrantów na ulice Mińska. Oskarżali rząd o fałszowanie wyników wyborów, które zostało również odnotowane w sprawozdaniach obserwatorów OBWE.

Drugiego dnia protestu, 19 października, Labiedźka został aresztowany wraz z dwoma innymi przywódcami opozycji – Mikołajem Statkiewiczem i Pawłem Sewierincem. Podczas aresztowania, Anatol Labiedźka został ciężko pobity przez milicję, a następnie przewieziony do szpitala z urazami czaszki, połamanymi żebrami i obrażeniami wewnętrznymi.

W nocy z 19 na 20 grudnia 2010 roku został porwany przez nieznane osoby ze swojego mieszkania. Następnie był przetrzymywany w  więzieniu KGB pod zarzutem organizowania masowych zamieszek.

11 stycznia 2011 Amnesty International uznało Labiedźkę za więźnia sumienia. W kwietniu 2011 roku został zwolniony.

Jak na dzień dzisiejszy ocenia Pan poziom represji w kraju?

Powiem tak: okrucieństwo zmalało, ale wzrosła intensywność

Dziś te sposoby represjonowania, które władze wykorzystują przeciwko działaczom (w większości to grzywny), niektórzy nazywają manewrami

W zależności od tego, w stosunku do kogo są stosowane. Jeśli w odniesieniu do konkretnego człowieka, to jak mówią, co na twarzy to i na potylicy. Na to wygląda. W odniesieniu do całej reszty – to taka warunkowa kazuistyka. Represje jako narzędzie do rozprzestrzeniania  wirusa strachu nie zniknęły. Oznacza to, że sedno problemu pozostaje niezmienne.

19 grudnia minie sześć lat od wydarzeń Ploszczy 2010. Po nich widzieliśmy masowe aresztowania, procesy sądowe… Czy wyciągnięto jakieś wnioski z tych wydarzeń?

Niestety temat Ploszczy 2010 nie został zbadany wystarczająco głęboko. Na Białorusi wielu ludzi tytułuje się naukowcami czy politologami, ale wszystko sprowadza się do swego rodzaju publicystyki.

Ale wydaje mi się, że społeczeństwo dopiero teraz doszło do siebie po tych wydarzeniach. Na przykład, pewne protesty uliczne w kraju miały miejsce cztery lata po Ploszczy 2010. Tym niemniej, władza sześć lat temu zademonstrowała, do czego jest zdolna a społeczeństwo zostało zainfekowane wirusem strachu, który w większości ludzi mieszka do dziś.

 

Ale mimo wszystko, czego Pana zdaniem nauczyła nas Ploszcza 2010?

Lekcję pierwszą mogliśmy odrobić jeszcze w tych latach. Mam na myśli fakt, że nie przyjadą tutaj żadni budowniczowie przyszłości z Polski, Litwy, Czech czy Niemiec. Białoruś to nasz kraj i nasza odpowiedzialność. Trzeba przede wszystkim liczyć na swoje zdolności, możliwości, swoje siły i środki. Za nas nikt niczego nie zrobi.

Drugą rzeczą, która dała się odnotować jest fakt, iż władze są gotowe posunąć się do brutalnego działania by uporać się ze swoimi problemami. I te problemy to nie gospodarka i nie nowe miejsca pracy, a właśnie władza, którą trzeba utrzymać wszelkimi dostępnymi środkami.

Dlatego wciąż utrzymuje się trend policyjno-siłowy. Nie stawiamy na edukację i inwestycje, a na resort siłowy. Tak było już wcześniej i to zostało do tej pory.

Czy temat więźniów politycznych jest wciąż aktualny na Białorusi?

To zależy od tego, o czym mówimy,  bo Białoruś to około 10 milionów ludzi. Jeśli weźmiemy pod uwagę aktywnych politycznie ludzi, to dla nich ten temat istnieje. Ale dla tych Białorusinów, którzy codziennie myślą o tym, jak przetrwać (a takich jest większość), kwestia więźniów politycznych nie ma znaczenia. Czasem nawet kwestia własnej godności nie ma znaczenia.

A dla władz obecność w kraju więźniów politycznych to problem, który pojawia się okresowo. Z jednej strony więźniowie polityczni są potrzebni, żeby utrzymać określony poziom strachu w społeczeństwie, a z drugiej strony to utrudnia współpracę z Zachodem, a w szczególności zaciąganie kredytów.

Kiedy za kratami byli liderzy opozycji, ta kwestia była stale poruszana przez zachodnich polityków. Dziś więźniami są ludzie, którzy nie mają za sobą głośnej kariery politycznej – emeryt Aleksander Łapicki, który w swoich artykułach krytykował urzędników, obrońca praw człowieka Michał Żemczużny, Władimir Kondruś który jest w więzieniu na skutek wydarzeń Ploszczy 2010. Czy Zachód jest dziś gotowy bronić tych ludzi?

Kwestia więźniów politycznych zawsze była poruszana w środowisku międzynarodowym, niezależnie od tego, kto znajdował się za kratami. Chociaż, oczywiście, kiedy represjonowani są bardziej znani ludzi to oddźwięk jest odpowiednio większy.

Inną rzeczą jest to, że zmieniła się ogólna tendencja relacji w stosunkach z władzami białoruskimi. W podstawie nowej strategii Europy leżą jej własne interesy. Przede wszystkim – bezpieczeństwo i dlatego prawa człowieka na Białorusi, niestety, znalazły się w folderze “Inne”. Takie czasy.

Pana zdaniem, po co władzom było, jak mówią, “wyciąganie z szafy” sprawy sprzed sześciu lat w stosunku do uczestnika wydarzeń na Ploszczy 2010 Władimira Kondrusia?

Ludzie są bardzo wrażliwi na klimat polityczny. Gdy tylko pojawia się trochę więcej możliwości, czują to i ostatnio stali się aktywniejsi. Kary i procesy sądowe są oczywiście nieprzyjemne, ale to i tak lepsze niż areszt i więzienie, kiedy człowiek w ogóle jest wyłączony z życia. Władza musi podtrzymywać poziom strachu wśród ludzi. I tak, przychodzi jej wyciągać stare trupy z szafy. Nie sądzę, by miało pojawić się wielu nowych więźniów politycznych, ale władza co jakiś czas będzie hamować uliczną aktywność ludzi przez takie procesy, jak w przypadku Kondrusia.

Другие политические заключённые