Jewgienij Suworow: Wpadłeś? To wytrzymaj!

Zdaniem Jewgienija Suworowa człowiek nie musi robić tego, za co można go wsadzić do więzienia. Oczywiście, zdarzają się sytuacje, gdy zostaje złapany, wtedy trzeba już wytrzymać. Jeśli wpadłeś, to wytrzymaj. Historię swojego pobytu za kratkami opowiada Jewgienij Suworow, były działacz “Żubra”, działacz polityczny i społeczny z Mohylewa.

BFL jest tuż obok

„Do opozycji wstąpiłem jeszcze w 1998 roku, gdy miałem zaledwie 14 lat. Wtedy zobaczyłem “Szlak Czarnobylski” w Mohylewie, wielki tłum, flagi. Zacząłem interesować się tym tematem. W tym czasie mieszkałem w centrum miasta u babci, a biuro Partii BFL znajdowało się tuż za rogiem, to jest całkiem  niedaleko. Przyszedłem i powiedziałem: “Chcę wstąpić do BFL!” Odesłano mnie do “Młodego Frontu”, MF pełnił wtedy funkcję organizacji młodzieżowej przy partii.

W 2001 roku pojawił się „Żubr”, który mnie zainteresował. Na początku byłem szeregowym działaczem, a następnie zostałem koordynatorem Mohylewa. W tej partii traciłem więcej energii dzięki aktywnej działalności. Członkiem Partii BFL zostałem w 2006 roku, po wyjściu z więzienia.”

Z wyrazami miłości od milicji lub Dzień zakochanych w areszcie MSW

Historia Jewgienija Suworowa jako więźnia politycznego rozpoczęła się za czasów ruchu młodzieżowego “Żubr”. Chłopak był  wtedy koordynatorem organizacji w Mohylewie. Władze postanowiły zamknąć go na okres kampanii prezydenckiej w 2006 roku.

 „Na najwyższym budynku w Mohylewie wywiesiliśmy transparent – życzenia z okazji 14 lutego.  Miłość, była wtedy głównym nurtem. A na dole przy wejściu czekała już na mnie  milicja i samochód bez oznaczeń, którym przewieziono mnie do najbliższego aresztu MSW. 

W lenińskim MSW trzymali mnie osiem godzin, zanim dowiedziałem się, że „szyją” mi sprawę karną”.

Swój proces w sprawie karnej Jewgienij Suworow uważa za ciekawy, ponieważ działacz jeszcze w 2000 roku został uznany za niezdolnego do odbycia służby wojskowej z powodu problemów ze zdrowiem. Wszystkie dokumenty, które mogłyby to teraz potwierdzić zniknęły i została wszczęta  sprawa karna z art. 435 pkt.1  („uchylanie się od obowiązku służby wojskowej”).

„Mogę się pochwalić, że jestem pierwszym człowiekiem, wobec którego wszczęto sprawę z tego artykułu. Chociaż przez jakiś czas martwiłem się, żeby nie przypisali mi jeszcze art. 193.1,który wszedł wtedy w życie.

Był moment w areszcie MSW, kiedy mogłem po prostu wyjść. Zapomnieli o mnie, zostawili samego w gabinecie. Niestety, nie pomyślałem o ucieczce. W nocy przewieźli mnie do aresztu tymczasowego, a następnego dnia rano przewieźli do  więzienia śledczego nr 4 w Mohylewie.”

Gej? Nie, członek nieformalnej organizacji politycznej!

„W pierwszej celi było nas 15 osób, wszyscy młodzi, zaaklimatyzowałem się jakoś. Dobrze, że do kryminalistów od razu mnie nie wsadzili. Ale w przeciągu trzech dni zaczęto mnie przenosić do różnych cel,  gdzie siedziało od 30 do 40 osób. Tam byli prawdziwi zbrodniarze, prawie z nożami się rzucali, pytali czy nie jestem gejem (używając innych określeń oczywiście). Miałem wtedy ciekawą fryzurę: byłem łysy, a z tyłu zostawiony ogonek. Gdy dowiedzieli się, że jestem więźniem politycznym, mówili: “Dziecko wszystko w porządku, idź na “palmę” (trzypiętrowe łóżko). Jesteśmy z tobą, nie będziemy nawet rozmawiać “.

Tuż przed wypuszczeniem na wolność Jewgienij miał szczęście, umieścili go w celi, gdzie siedziało 4 więźniów i był telewizor. Tam dowiedział się o Placu.

„Nie wiem dlaczego, ale nie miałem żadnych problemów z administracją więzienia. Mogłem spokojnie chodzić, nie trzymając rąk za plecami, tak jak wszyscy pozostali współwięźniowie, gdy szli na spacer. Myślę, że strażnicy wszystko doskonale rozumieli.”

“Dziki na drogach”

„Więzienne porządki były standardowe. Jest “patrzący” za celą, jest “wspólna kasa”. Prawdopodobnie, gdyby nie było paczek, z których część szła do “wspólnej kasy”, byłoby mi trudno. Dzięki tym chłopakom, którzy mnie “grzali” i przesyłali “dziki”. Tak właśnie nazywa się paczka – “dzik”.

Firmowe danie więzienne -bigos, okropna kapusta kiszona, albo duszona albo gotowana. I to wszystko bez soli. W ogóle w więzieniu nie ma soli. Ponownie dziękuję przyjaciołom, którzy przekazywali mi różne przyprawy, kiełbaski. Kiełbaski dobrze “wchodziły” nie tylko mi. Wszyscy z cel się cieszyli. W więzieniu nie mogliśmy porozumiewać się za pomocą wystukiwania, wtedy  od razu zaglądał strażnik, dlatego istnieje taki ciekawy system tzw. “drogi”. Przez okna spuszcza się sznur i  przekazuje się papierosy, różne drobne rzeczy, notatki. Od czasu do czasu pracownicy więzienia zrywali „drogi”, ale wkrótce ponownie się pojawiały. Część moich paczek szła po drogach do tych, którym było ciężko i  którzy byli głodni.

Czy było mi przykro? Nie, to normalne. Przekazywano tyle, że dla wszystkich wystarczało. Paczki w zasadzie otrzymywałem od kolegów  z „Żubra” od ok 40-50 osób. Oni kontaktowali sie z moją matką i nieżyjącą już Krystyną Szatikową,  która mnie i matce bardzo  pomagała.

Mama była zrozpaczona z powodu niesprawiedliwości władz. Nie dlatego, że jej syna wsadzili do więzienia, a z powodu niesprawiedliwości”.

“Świństwa”

„Ciekawy był moment podczas procesu po którym mnie wypuścili i dali mandat. Przyszło mnie wesprzeć wiele osób, krewnych, przyjaciół, około czterdzieści osób. Ale powiedziano im, że proces został przełożony na jutro. Kiedy przyjaciele się rozeszli, została tylko matka i wujek, rozpoczął się proces. Wyobrażacie to sobie? Władze robiły wszystko, abym nie czuł ludzkiego wsparcia.

Później jeszcze jedno świństwo mi zrobili: wsadzili do aresztu domowego na tydzień, żebym nie mógł pojechać do Mińska i dostać się na pole namiotowe.

Ogólnie za kratkami byłem półtora miesiąca. Po odsiadce moja kariera polityczna poszybowała w górę”.

Wolność dla Suworowa!

„Prawie codziennie dostawałem kartki, listy z wyrazami wsparcia. Było to bardzo miłe i podtrzymywało na duchu. W 2006 roku takiego szerokiego ruchu nie było, wsparcie okazywali tylko koledzy, przyjaciele z organizacji.

Logiczne jest, że ludzie spotykają się, modlą się wspólnie za więźniów politycznych. Niestety w więzieniu tego nie widać. Ja wiem, że cały budynek, w którym odbywałem wyrok, był pokryty hasłami “Wolność dla Suworowa!”. Ale o tym dowiadujesz się  tylko wtedy, kiedy wychodzisz”.

Obecnie Jewgienij Suworow mieszka w Homlu i działa w sektorze społecznym, “wbija swój gwóźdź do trumny dyktatury”. Niedawno urodziła mu się córka Miłada.

palitviazni.info

- у навінах

 

Зьвязаныя навіны:

20.11.2013 Jewgienij Suworow: Wpadłeś? To wytrzymaj!

Другие политические заключённые