Radość z powodu “Wiasny”, gorycz z powodu kraju

Ciąg dalszy listów  aresztowanego obrońcy praw człowieka Alesia Bialackiego, napisanych w bobrujskiej kolonii.

W związku z 15-leciem “Wiasny”, należy wspomnieć o jeszcze jednym wydarzeniu. Wiosną 2011 r. dostałem e-maila  z USA, w którym poinformowano nas, że euroatlantyckie forum postanowiło przyznać  nagrodę “Wiaśnie” za doskonałą i ofiarną, społeczną działalność w obronie praw człowieka. Podobnie jak “Wiasna”, nagrody zostały przyznane Białoruskiemu Stowarzyszeniu Dziennikarzy, Wolnemu Teatrowi i mołdawskiemu premierowi, a także polskiemu ministrowi  spraw zagranicznych, amerykańskiemu senatorowi John Mccain i egipskiemu bloggerowi. Kogo nagrodzili za pracę na rzecz demokracji w ciężkich warunkach, a kogo – za zwycięstwo. Po wyborach w Mołdawii komuniści zostali odcięci od władzy, a przyszli liberalni demokraci.

W Internecie szukałem historii forum. Było to  miejsce wymiany opinii między politykami i działaczami społecznymi w USA i Europie, forum  odbywało się raz w roku. Pierwsze spotkania odbywały się w USA. Zeszłoroczne forum odbyło się w Polsce, we Wrocławiu. Obecne planowano przeprowadzić również tam. Planowano udział setek zaproszonych gości, wysokich urzędników, byłych prezydentów, ministrów, biznesmenów. Nagrodę forum otrzymał Bill Clinton, a teraz przyszła kolej „Wiasny”. Wybór laureatów nagrody był zrozumiały: i Białoruś, Mołdawia znajdowały się niedaleko od Polski. W ten sposób politycy i działacze społeczni USA i krajów Unii Europejskiej chcieli wyrazić swoją uwagę do krajów, które leżą na wschód od Unii Europejskiej i do tych dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce u nas w grudniu 2010 roku.

Nagroda była niespodzianką, a ciężka i wytrwała praca “Wiasny” zdobyła uznanie i szacunek. Nagroda była dla nas ważna, ale my pracujemy nie dla nagród i odznaczeń. Wręczenie tej nagrody było wyraźnym i czytelnym sygnałem dla władz białoruskich: przestrzegajcie praw człowieka! Organizacje broniące praw człowieka w krajach, gdzie przestrzegane są te prawa, prawie nie otrzymują nagród. Ale dla „Wiasny” i jej działaczy to była już szósta nagroda i jak widać nie ostatnia. Dlatego takie  nagrody przyjmujesz  zawsze  z radością za “Wiasnę” i z goryczą dla kraju.

Nagroda tego  forum, przyciągnęła uwagę do dużej liczby więźniów politycznych na Białorusi.

Forum odbywało się od 9 do 11 czerwca 2011 roku. Przedtem  nigdy nie byłem we Wrocławiu. Przyjechaliśmy pociągiem z Warszawy, przeszliśmy pieszo od dworca do centrum starego miasta. Tam znajdował się hotel, który zarezerwowali nam gospodarze forum. Następnie poszliśmy trochę pozwiedzać. Architektura zachowana w starym mieście miała niemieckie cechy. Surowy gotyk, skromny, opanowany barok, spiczaste wąskie kamienne byłych burgerów. Wrocław znajduje się na  “ziemiach odzyskanych”, Niemcy po wojnie zostali stąd wysiedleni co do jednego. Przyjechało tu wielu imigrantów z Zachodniej Białorusi i Ukrainy, którzy w latach 50-tych i uciekli z sowieckiego „raju”.

Wrocław był zielonym, czystym miastem. W  mieście wznosiły się gotyckie kościoły z czerwonej cegły. Stare miasto dobrze się zachowało, posiada ogromny rynek i ratusz. Restauracje rozstawiły  plastikowe krzesła, stoliki pod wielkimi parasolami bezpośrednio na placu. Było wielu turystów. A polskie piwo w smaku nie ustępuje ani niemieckiemu, ani czeskiemu. Doskonała jest także  polska kuchnia, bardzo podobna do białoruskiej, ale pozbawiona nadmiaru tłuszczu.

Znaleźliśmy sklep. Tu kupiłem sobie jasne dżinsy i czerwoną koszulkę. W tych ubraniach, tak się stało w okresie jesieni, przez kilka miesięcy,  będę siedzieć w sądzie.

Program forum był rozległy i zróżnicowany. Nagrodę mieli nam wręczyć wieczorem na drugi dzień. Na trzeci dzień zaplanowano białoruski panel, w którym oprócz mnie i przewodniczącego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Żanny Litwiny , zakładano udział Stanisława Szuszkiewicza i Alaksandra Milinkiewicza. Forum otwierał prezydent Wrocławia, wysoki, uśmiechnięty i aktywny mężczyzna. Widać było, że forum było dla niego pretekstem do tego by zaprezentować Wrocław zarówno Polsce jak i Europie. Jak się dowiedzieliśmy, Wrocław był jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się miast w Polsce.

Pierwszego dnia forum, po południu, w urzędzie miasta odbyło się przyjęcie na które zostałem zaproszony. Tam spotkałem się z redaktorem największej, pod względem nakładu, “Gazety Wyborczej”, Adamem Michnikiem. Do tej pory widziałem go tylko na zdjęciach i znałem z kroniki czasów stanu wojennego w Polsce, z czasów „Solidarności”. Nazwisko Michnik często rozbrzmiewała w radzieckiej prasie obok Wałęsy. Uważano go za jednego z ideologów “Solidarności” i wroga systemu sowieckiego. Michnik postarzał się, wyglądał bardzo swojsko, ubrany był w luźne dżinsy i jasno-brązową codzienną marynarkę. W ręce trzymał szklankę whisky. Widać, że tak chodził w redakcji i wszędzie, gdzie go zapraszano. On, jako żywa historia, mógł sobie na to pozwolić.

Staliśmy w czwórkę, w małym gronie z jego przyjaciółmi, najwyraźniej także ze starymi działaczami społecznymi, Michnik mówił mało, ale było widać, że się dobrze orientuje się w białoruskiej sytuacji. Otwarcie popierał białoruską demokrację. A potem zaczęła krzątać się ochrona, prezydent Wrocławia wyszedł do holu. W końcu przybył minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Przywitał się z burmistrzem, z innymi urzędnikami Wrocławia  i ujrzawszy Michnika, podszedł do nas. Michnik przedstawił mnie. Sikorski wyglądał młodo, był ubrany oficjalnie, w garnitur z krawatem, ale bez większego szyku i blasku. Rozmawiali na znane tematy, rozmowa miała przyjazny charakter.

Chcę zwrócić uwagę na dwie okoliczności. Czuło się dziedziczność politycznych pokoleń. Widziałem reakcję Sikorskiego na wypowiedź jednego z weteranów-rozmówców. Sikorski uważnie go słuchał.  Nie przejawiał ani pychy, ani pewności siebie. Mimo, że był obecnym ministrem, a oni już najwyraźniej emerytami. Stał i słuchał, jak słucha się starszych kolegów. I druga – siła argumentów i energia, którą wyczuwało się w wypowiedziach Sikorskiego. Widać było, że polityka była dla niego istotą jego życia.

Następnie były wystąpienia, były też nieformalne rozmowy, zaproszeni stali z drinkami w rękach, przechodzili od jednej grupki ludzi do drugiej. Ale ja wiem, że to właśnie podczas takich nieformalnych rozmów często podejmowane są ważne decyzje. Pod koniec przyjęcia, gdy zapanował letni mrok, na cześć gości forum została wystrzelona salwa honorowa. Strzelano z armat, unosiły się kolorowe balony i na niebie pojawiło się tysiące gwiazd. Uczucie było dziwne. Nie wiem dlaczego przypomniałem sobie, że i u nas, w Świecie, kiedy tam przyjechał ostatni król Rzeczypospolitej, Stanisław Poniatowski, magnat i właściciel zamku Mirskiego, Radziwiłł, wystrzelono na jego cześć salwę. I wtedy, i teraz sens był jeden – uczcić przybycie gości i okazać pewność i szacunek gospodarzy.

Następnego dnia z okazji rozdania nagród napisałem specjalną mowę. Ale wieczorem, gdy przyszliśmy na salę i zobaczyłem stół z winem i przekąskami, zdałem sobie sprawę, że format imprezy wymaga innego wystąpienia, innych słów

Uczestników wieczoru rozsadzano według list. Przy okrągłych stołach, na około osiem osób, stały tabliczki z numerami, a każdy gość w przeddzień dostał zaproszenie z podanym miejscem. Mnie posadzili razem z premierem Mołdawii i jego żoną. Naprzeciwko mnie siedział były premier Polski Bielecki. Rozmawiać przez cały stół było niewygodnie, więc po prostu przyglądałem się mu, siwemu, krótko ostrzyżonemu z mocną głową wujaszkowi, miał około sześćdziesięciu pięciu lat, inteligentne spojrzenie. A on przyglądał się mi. Różnica w naszych nazwiskach to tylko jedna litera.

Nazwisko Bialacki nie jest rzadkie na Białorusi. Tylko w Mińsku baza abonencka “Wielkomu” podaje ponad sto nazwisk Bialackich. Najwięcej ich występuje w obwodzie mogilewskim, są w rejonie Witebska, Homla, Smoleńska, jednym słowem na ziemiach właściwie białoruskich. A w dokumentach historycznych Bialacki  pojawiają się od początku XVIII wieku, w mścisławskim województwie. Bieleckich na Białorusi także jest nie mało. W Mińsku nawet jest ulica – Bieleckiego, na której mieszka taki wszechstronny człowiek, jak Aleksander Fieduta.

Z żoną premiera Mołdawii siedzieliśmy razem i trochę rozmawialiśmy po rosyjsku. Nagrodę forum wręczono, jak już napisałem, także mołdawskiemu premierowi. Widać było, jak jego żona go wspiera, przeżywa  i jest z niego dumna. Zabierając głos, premier powiedział, że nigdy nie myślał, że stanie na czele rządu Mołdawii, że uda im się pokonać swoich komunistów. Na koniec przemówienia podziękował swojej żonie, powiedział, że bardzo go wspierała i wierzyła w jego zwycięstwo bardziej niż on sam.

Gdy wypowiadał te słowa, jego żona była zmieszana. To była taka naturalna reakcja kobiety, która jeszcze nie przyzwyczaiła się do swojego nowego położenia i jeszcze nie nauczyła się ukrywać swoich uczuć.

Między rozmową z nią przepisałem swoje wystąpienie. A żonie premiera powiedziałem, że Mołdawia dokonała jednoznacznego europejskiego wyboru, co jest bardzo ważne dla Białorusi. Im mniej byłych poradzieckich republiki stawia na  Rosję, tym mniej pozostaje argumentów w białoruskich głowach na rzecz wschodniego geopolitycznych i cywilizacyjnego wyboru. Ona zgodziła się ze mną całkowicie.

I oto nadszedł czas na moje przemówienie. Występowałem emocjonalnie, bez papierów, patrząc tylko na zapisane punkty, które chciałem poruszyć. Miałem szczęście, że dziewczyny-tłumaczki były Białorusinkami. Dlatego mogłem mówić po białorusku. O wiele łatwiej było formułować swoje myśli. I chciałem, aby i obecne polskie elity polityczne, dziennikarze i  Amerykanie usłyszeli żywą białoruską mowę. A ona sama, mogę zapewnić Białorusinów, którzy często nie cenią swego, dla obcego ucha brzmi, powiedzmy, miło i harmonijnie. Twarde “cz”, ale nie takie, jak w polskim języku,  miękkie “s”, o wiele bardziej miękkie niż w języku rosyjskim, tworzą niesamowite dźwiękowe przejścia, i tego nie ma, przynajmniej w żadnym europejskim języku. Jeśli eufonia języków romańskich – francuskiego, włoskiego – dociera dzięki częstym sonornym – l, m, n, to w białoruskim języku są swoje własne wyjątki. Ja to wiem, bo nie raz testowałem na cudzoziemcach i przekonałem się o tym sam. I żaden z moich zagranicznych rozmówców nie powiedział: fu, jakie obrzydliwe dźwięki! Ale za to takie wypowiedzi słyszałem od samych Białorusinów.

I oto teraz – wszyscy słuchali. Amerykanie z słuchawkami, wielu Polaków – bez słuchawek, na żywo. Starałem się mówić powoli i wyraźnie, aby można było zrozumieć, o czym mówię. Częściowo najwyraźniej zrozumieli, tak jak klaskali długo i szczerze. Podczas wręczenia nagrody wyszli moi koledzy z „Wiasny”. Było mi bardzo przyjemnie, że na podium nie byłem sam.

Przewodniczący „Wolnego teatru”  który w tym czasie wyjechał do Anglii, obawiając się prześladowań, nie mogli przyjechać na forum z powodu problemów z wizami Schengen. Dlatego wysłali nagranie z wystąpieniem Natalii Koljady. Wykonane zostało ciekawie: wystąpienie nagrano na ulicy, pod niepokojący szum wiatru, który rozwiewał jej włosy. Wiatr czasem aż tłumił głos Natalii i nadawał jej wystąpieniu pewne napięcie i dramatyzm. Mówiła nienagannie po angielsku. Sala słuchał ją w całkowitej ciszy.

Gdy wróciłem do mojego stolika, były premier Polski Bielecki skinął mi głową, uśmiechając się przyjaźnie. Sens jego kiwnięcia zrozumiałem tak: “Trzymaj się, prawie imienniku”. Odpowiedziałem mu uśmiechając się i kiwnąłem. I sens mojego skinięcia oznaczał: “Będę się trzymać, nie inaczej”. Sam premier Mołdawii powiedział: “Jeśli będziesz miał problemy – znajdź mnie”. Ja znowu wesoło uśmiechnąłem się do niego. Sens mojego uśmiechu był taki: “Dziękuję za wsparcie, ale jak cię znajdę, i po co? Daj wskazówki, a wtedy wasz sukces będzie naszym sukcesem”.

Następnego dnia był białoruski panel, na którym nie raz brzmiało pytano o to, w jaki sposób białoruskim obywatelom, może pomóc, Unia Europejska, Polska?

Wyjeżdżaliśmy z Wrocławia zadowoleni. Takie moralne wsparcie dla obrońców praw człowieka i solidarność z narodem białoruskim wiele znaczy. Zasłużyliśmy na tę nagrodę.

W Warszawie przesiedliśmy się na pociąg do Mińska. Poszliśmy do supermarketu w pobliżu dworca kolejowego, aby kupić coś do jedzenia na drogę. Kupiłem butelkę bułgarskiego koniaku “Słoneczny brzeg”, smaku który pamiętałem jeszcze z czasów studenckich. I tam, w sklepie, spotkałem znajomego malarza i pisarza Artura Кlinowa. Powiedział, że przygotowuje numer dziennika “Partyzanta”, którego był redaktorem, po polsku, specjalnie dla Polaków i zapytał czy nie mógłbym napisać dla niego artykułu o historii białoruskiego ruchu obrony praw człowieka. Zgodziłem się. Napisałem i przesłałem Arturowi. Ale samego dziennika już nie zobaczyłem, ponieważ siedziałem za kratkami.

belaruspartisan.org

Другие политические заключённые