Wadim Kabanczuk: Najważniejsza jest informacja o tym, co dzieje się w więzieniach

Na pytania portalu palitviazni.info odpowiada były więzień polityczny i były działacz “Młodego Frontu”, członek Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji Wadim Kabanczuk.

– Proszę opowiedzieć o swojej sprawie. Została wszczęta z powodów politycznych?

-Przeciwko mnie wszczęto śledztwo za udział w masowych akcjach, które miały miejsce  wiosną 1997 roku. Właśnie wtedy były dwie lub trzy takie masowe akcje. Przez pół roku byłem poszukiwany. Wtedy uczyłem się jeszcze na Politechnice, nic nie wiedziałem o tym, że jestem poszukiwany. Aresztowano mnie w październiku 1997 roku, już po zakończeniu nauki. Zatrzymano mnie po akcji protestacyjnej.

Przedstawiono mi zarzuty z artykułów: jeden – “masowe zamieszki”, drugi – “stawianie oporu funkcjonariuszowi milicji”.  W 1997 roku podobnych przypadków było wiele. Wiem, że takie zarzuty przedstawiono  Alesi  Kowal i  jeszcze kilku osobom… W zasadzie to byli ludzie z Frontu Ludowego.

Pół roku spędziłem na Wołodarce przed rozprawą sądową. Dostałem wyrok… wydaje mi się, trzy lata w zawieszeniu na dwa… To było dawno temu.

– A co może Pan powiedzieć o warunkach?

-W tamtym momencie było to  jeszcze typowo radzieckie więzienie – przecież to był 97 rok. Teraz warunki są inne. Można powiedzieć, że są nawet trochę lepsze – jeśli brać pod uwagę zwykłych więźniów. Niemniej, teraz naciskają tam  na “politycznych” żeby podpisywali prośbę o ułaskawienie  – w czasach gdy my siedzieliśmy, czegoś takiego nie było.

– To znaczy, że Pana nie prosili o podpisanie jakiegoś wniosku o ułaskawienie?

– Nie, absolutnie!  Ty po prostu siedzisz pośród całej masy więźniów i nie stwarzają ci dodatkowych problemów.

– I administracja nie wywierała presji poprzez jakieś swoje struktury, tajnych współpracowników lub innych więźniów?

– Nie. Tam prowadzi się zwykłe życie w zamkniętej celi- jest ono już wystarczająco trudne. Ale oczywiście grupa operacyjna działa. W każdej celi mają swoich tajnych pracowników. Ale to normalna sprawa. Mnie osobiście nie traktowano jakoś szczególnie. Siedziałem  jak wszyscy pozostali. Jak mówili bracia karni  “podtrzymywałem  ruch”. ( “Podtrzymywać ruch” w slangu więziennym oznacza “zapewniać łączność pomiędzy celami” w areszcie śledczym  lub „utrzymywać nielegalną łączność z wolnością” w kolonii – przyp. palitviazni.info).

– Mówi pan, że warunki tam się poprawiły, ale nie dla politycznych. Autuchowicz ujawnił na znak protestu, że naciski na niego nie ustają, że w karcerze przebywa po kilkadziesiąt dni…

– Poprawiły się warunki dla zwykłych więźniów. W tym czasie mieliśmy pozwolenie na małe paczki: 8 kilogramów można było dostawać tylko raz w miesiącu. Podczas śledztwa zakazano odbierania listów -w areszcie śledczym nie można było ich pisać  w ogóle. Teraz są już dozwolone. Warunki bytowe w aresztach  uległy zmianie.

– Czy siedział Pan w dużej celi?

– Mieliśmy 13 tak zwanych miejsc do spania, ale czasami upychali po ok 30-tu ludzi. Zwykle było nas 28, 30… Sypialiśmy po kolei, po trzech na jednej pryczy.

– Była taka “warta”, że osiem godzin spał jeden, osiem drugi, osiem trzeci?…

– Jakoś tak wychodziło. Ale tam faktycznie nie spało się po osiem godzin.

– Cela nie była pod ziemią? ( Wiem, że na przykład Szydłowski siedział na początku w jakiejś celi, gdzie była duża wilgoć…)

– Nie. Wydaje mi się, że ja siedziałem gdzieś na piątym piętrze. Czwartym lub piątym piętrze.

– A jak Pana karmiono? Czy więzienne jedzenie nadawało się w ogóle do spożycia?

– To było coś niesamowitego – to jedzenie. Faktycznie, cokolwiek człowiek zjadł od razu miał zgagę. Zły chleb, wszystkie te zupy, bałanda to w ogóle. Oczywiście ani mięsa, ani ryb – nic tam nie było. Żyliśmy po prostu na piątym piętrze i ci, którzy rozdają jedzenie, zanim dotarli  do nas, cały ten farsz albo wygrzebali albo sprzedawali. Za papierosy sprzedawano wszystko. Powiedzmy, zupa rybna – to taka jakaś substancja, w której łuski ryb mogły pływać. To się nazywa “zupa rybna”.

– Bez paczek, na tym więziennym jedzeniu niemożliwym byłoby utrzymać dobry stan zdrowia?

– Rzeczywiście tak było. Paczuszki dzieliliśmy na wszystkich. Jak dawali nam kaszę,  to wkruszaliśmy sobie coś do niej…

– To było normalne, kiedy człowiek dzielił się paczką z całą celą?

Zwykle tak było. Wszyscy nazywali się tzw. “rodzinami”. Pięć, cztery, sześć, osiem osób… I już między sobą wszystko dzielili. Tak się częstowali. Kto jak chciał.

–  A jak było z wentylacją, ze świeżym powietrzem? Chyba wszyscy palili?

– Tak. Tam brakuje powietrza. Były takie przypadki, że gdy gwałtownie wstawałeś na nogi, zaczynały się zawroty głowy. Niektórzy  tracili nawet świadomość.

А jaka była opieka medyczna?

– Starłem się nie zwracać do nich …

– A ci co tracili świadomość?

– А ci… Parę razy dostali po twarzy i to wszystko. Miałem też tak kilka razy, wstajesz gwałtownie i zaczynasz chodzić z boku na bok…

– Była możliwość wychodzenia na spacery?

– Jeden raz w ciągu dnia. Ja w tym czasie spałem, była właśnie moja zmiana. Jeśli chcesz, idziesz na spacer na 40-50 min. Prowadzą cię na jakieś podwórko. Chodzisz dookoła…

– I całą celę prowadzono na to podwórko, to była jedyna możliwość oddychania świeżym powietrzem?

– Tak. Słyszałem oczywiście o tych problemach które mają (lub które stwarzają) Autuchowicz, Sannikau, Daszkiewicz i pozostali. Że ich praktycznie zrównali do elity karnego świata. Wrzucają ich do zamkniętych cel dla osób  tzw. “osób złośliwie naruszających reżim”. Są tam najtrudniejsze warunki więzienne jakie  mogą być na Białorusi. Choćby Waśkowicz, który w mohylewskim więzieniu siedzi wraz z Statkiewiczem. On tam faktycznie połowę okresu w karcerze siedzi. Mało tego, że w zadaszonym więzieniu, to jeszcze w karcerze.  Oczywiście, że chcą złamać człowieka, niszczą mu zdrowie. Przecież to wszystko odbije się na zdrowiu człowieka.

– A słyszał Pan, kiedy siedział w latach 90-tych, o „chatach” w których więźniowie robią prowokacje na polecenie administracji?

– O tym wie każdy, kto siedzi w więzieniu. Wiedzieliśmy o tym, znaliśmy numery tych  “chat”. Zapewne każdy, kto siedzi, wie co robić jeśli tam  trafi. Kiedy trzeba coś wybić, donieść na jakiegoś człowieka lub jakoś ukarać, wszystkie te metody bardzo się różnią – patrzą w jaki sposób mogą Cię przycisnąć. Jednemu wystarczy, że zabronią mu otrzymywać paczki – on już zrobi to, czego od niego chcą. Dla innego i ta cała „chata” jest obojętna jak dla Autuchowicza. Autuchowicz odważył się na taki krok dlatego, że chciał zachować ludzką godność.Według niepisanych więziennych zasad, kiedy przebywasz jakiś czas  w tej “chacie” tak zwanej “z niskim statusem społecznym”, automatycznie możesz taki status uzyskać. Dlatego jedynym wyjściem to wyrządzić sobie jakąś krzywdę, żeby cię zabrali do ambulatorium. Przecież tam ci nie dadzą umrzeć, tak jest zazwyczaj…

–  Jakie kroki musi podjąć społeczeństwo na Białorusi i wspólnoty międzynarodowe, aby więźniowie polityczny jak najszybciej wyszli na wolność?

– Jestem bardzo sceptycznie nastawiony do wspólnoty europejskiej. Wydaje mi się, że oni wiedzą o naszych białoruskich problemach  (że siedzi wiele osób), i to na tle wydarzeń w Syrii, gdzie zabijają dziesiątki tysięcy osób, specjalnie ich nie martwi. Wydaje mi się, że tu reżim będzie kierować się jakimiś pragmatycznymi przesłankami, chęcią pozyskania nowych pożyczek i tak dalej. Tu wszystko zależy od tego, czy będzie handel z MFW itp.

Jeśli mówimy o społeczeństwie obywatelskim… Teraz jesteśmy w gettcie. W rzeczywistości nie jesteśmy w centrum politycznego zainteresowania. Jest reżim, jest  Rosja, no  może w pewnym stopniu Europa lub USA. Białoruska opozycja lub społeczeństwo obywatelskie – to już nie podmiot polityki międzynarodowej.

Najbardziej efektywna jest informacja. Oni (przedstawiciele reżimu – palitviazni.info) się oczywiście boją, gdy “stamtąd” wyciekają informacje. Przekazywanie informacji na wolność, o tym co tam się robi, co tam się dzieje. Każde gwałtowne działanie, każda prowokacja… Trzeba o tym informować przez adwokatów lub przez innych więźniów. To działa. To ogranicza ich w takich działaniach.

 

- у навінах

 

Другие политические заключённые