Aleksander Franckiewicz: Podróż wokół strefy odosobnienia (zdjęcia)

Oto tekst napisany przez byłego więźnia politycznego, anarchistę Aleksandra Franckiewicza.

Byłem wczoraj niedaleko koloni karnej numer 10, gdzie przetrzymywany jest nasz kolega, Ihor Aliniewicz. Jeszcze niedawno sam chodziłem z kąta w kąt w swojej przytulnej celi, a teraz przyglądam się temu światu za murami z boku, piszę listy, tak, jak kiedyś pisano je do mnie.

Tramwaj z Nowopołocka do zony przemysłowej powoli przekracza granicę miasta, przejeżdżając krótki odcinek przez rzadki lasek okolic Naftanu i Polimiru wynurza się wprost na obszarze zabudowanym kominami, naftociągami i hałdami.

Radzieccy inżynierowie planujący miasto nie uznali za konieczne spełniać norm, które sami stworzyli, przez co zona przemysłowa stanęła tuż za Nowopołockiem, około pięciu kilometrów od domów mieszkalnych, przedszkoli, szpitali. Smog i odpady już dawno przyozdobiły osiedla niewiarygodnymi kolorami, grzyby dawno wyniosły się z miejscowych lasów, ale naszym wielkim inżynierom to nie wystarczyło — pośrodku całego tego królestwa odpadów i rakotwórczych wyziewów postawili strefę odosobnienia dla wrogów społeczeństwa i państwa. Jeździłeś po pijanemu? Dostaniesz trzy lata w mikroklimacie pełnym ołowiu, w zimnym baraku, albo w przemarzłej na kość izolatce! Wpadłeś w pułapkę kredytową? Pięć lat na obiad będziesz jeść kaszę i oddychać powietrzem z bogatym bukietem spalin! A co zrobić z człowiekiem, który swoimi słowami, czynami i stylem życia przeczy wizji państwa i poddaje w wątpliwość jego monumentalne pryncypia? Osiem lat, w najbardziej trującym obozie Białorusi … Nawet tam jednak nasz kolega, Ihor Aliniewicz, nie porzucił swych idei, nie poddał się i nie opuścił rąk, a raczej komunikuje się z nami w swoich artykułach, książkach i listach.

Przystanek koło jednego z kombinatów, tuż za pierwszymi zakładami i płotami. Konduktor pokazuje wysoki, niebieski płot i mówi, że to właśnie strefa. Niebieski dominuje na całym terenie kolonii.

Baraki od dawna nie pamiętają kapitalnego remontu, niczym breżniewowskie wykopaliska. Okna za kratami, jak to zwykle w aresztach śledczych i karcerach.

Wysokie aluminiowe siatki, a za nimi zasieki nad drugą, niższą siatką, ta ma chronić przed przerzutem zabronionych przedmiotów, co swego czasu praktykowało się w Nowopołockim więzieniu, do tego płot okalający miejsca otoczone siatką.

Budynki wokoło spełniają role gospodarcze (n.p. kompleksy łaziebno – pralnicze) albo inne funkcje (budynek administracji, część sanitarna, karcer).

Obok znajduje się budynek SRSU-3 sp. z o.o. gdzie skazańcy pracują jako przymusowi pracownicy.
Obchodząc teren dookoła, po około trzystu metrach napotykamy na tzw. „chemię”.

Mijając „chemię” gdzie skazańcy pracują w podobnym charakterze, jak w w/w przedsiębiorstwie, podchodzę do bramy administracji. Wejść tam może każdy, jedynie siwy, starszy człowiek strzegący bramy (zapewne więzień zatrudniony do tej funkcji), prosi o paszport.

Wejście znajduje się pomiędzy dwoma szpalerami świerków. Jak się okazało, administracja kolonii dała możliwość przekazania Ihorowi wielu rzeczy, takich jak maści i witaminy. Związane jest to zapewne z koszmarną sytuacją ekologiczną na miejscu. Przez pielęgniarkę w miejscowej aptece przekazuję leki i podążam do dalszego budynku. Znajduje się tu biuro kontroli korespondencji. Rozmawiam z cenzorami – dwiema kobietami w średnim wieku, dowiaduję się, że można wysłać paczkę z książkami zaledwie dwa razy do roku i mają do tego prawo tylko krewni, co trzeba zgłaszać pisząc wniosek na ręce naczelnika. Kiedy przypomniałem sobie jak tępota szeregowych funkcjonariuszy nie pozwalała mi często wysłać zwykłego wniosku, zrozumiałem, że za tą pozorną prostotą stoi poważna, prawie specjalistyczna machina określająca nie tylko osobę skazańca, którym interesuje się administracja, ale i osoby trzecie z nim powiązane.
Krewni pielgrzymują z biura do biura, załatwiając dokumenty, by móc spotkać się ze swoimi synami, mężami, rodzicami. Napięcie maluje się na ich twarzach, myślami są już na widzeniu z bliskim człowiekiem po tamtej stronie krat, ale biurokraci przeganiają ich od biurka do biurka, próbując dowieść w ten sposób własnej niezbędności.
Wyobrażam sobie, jak właśnie w tej chwili mój kolega szykuje się do kontroli, albo w czarnym uniformie podąża do stołówki, żeby zjeść coś, co jedynie w minimalnym stopniu zaspokoi potrzeby jego organizmu. Myślami jednak, podobnie jak ja wówczas, jest daleko, przy straconych chwilach, bliskich i przyjaciołach.

Tam, przy ulicy Technicznej 8, 211440 Nowopołock, Okręg Witebski, KK-10, znajduje się człowiek o wielkiej sile woli, Ihor Uladzimirowicz Aliniewicz, który bardzo potrzebuje waszego wsparcia. 24 września skończył trzydzieści lat. Napiszmy do niego! Każdy list daje wiarę, że przechodzi się wszystkie te doświadczenia nie na próżno. Czy tak trudno kupić kopertę i napisać kilka słów wsparcia?

Kolonia nawet z daleka stwarza wrażenie stagnacji, radzieckiego totalitaryzmu, technologicznego kataklizmu. Świadomie, lub nie, śp. twórca tej kolonii karnej postawił ją wprost pomiędzy kombinatami i koncernami, tworząc tym samym alegorię esencji swej wizji rozwoju cywilizacji przemysłowej.

Ihor Aliniewicz już trzy lata znajduje się w odosobnieniu. Za to, że odmówił zdrady swoich przyjaciół i swoich zasad. Pozostaje pytanie, czy owa technologiczna nekropolia nie stanowi martwego już mechanizmu odzwierciedlającego reżim i naszą nawykową rzeczywistość. Czy przypadkiem sami nie przebywamy w takich strefach, ogrodzonych płotami, skazani na podobne, choć inne paczki i na swój regulamin? Ihor nie tworzy nowych kłamstw, odarł z iluzji to królestwo niewolnicze, by wydać mu walkę. Czy i wy jesteście gotowi przyznać się do niewolnictwa i powstać do walki?

revbel.org

Другие политические заключённые