Aleg Alkajeu: „Administracja więzień nie funkcjonuje zgodnie z prawem, lecz według rozkazów”

Niezłomny przedsiębiorca z Wołkowyjska, więzień polityczny, Mikoła Autuchowicz poranił sobie brzuch na znak protestu przeciwko złemu traktowaniu w więzieniu nr 1. Wcześniej, w roku 2011 więzień próbował popełnic samobójstwo podcinając sobie żyły. Co popycha człowieka do tak desperackich kroków? Palitviazni.info rozmawiało o tym z byłym naczelnikiem aresztu śledczego nr 1 w Mińsku, pułkownikiem milicji Alegiem Alkajeuem.

Aleg Alkajeu: To, co zrobił Mikołaj Autuchowicz to skrajna forma protestu stosowana w więzieniach. Najczęściej zdarza się to, gdy więzień uważa, że jest traktowany skrajnie niesprawiedliwie, a inny sposób wyrażenia protestu nie jest możliwy. Apele danego człowieka albo nie docierają do administracji, albo naczelnik nie rozumie, o co mu chodzi. Zaznaczam, to nie jest zjawisko nagminne. Mimo to dość często spotykane. Więźniowie zwykle podcinają sobie żyły. Zwykle dotyczy to narkomanów. Wiadomo jednak, że MikołaAutuchowicz narkomanem nie jest. To, co zrobił, to świadoma forma wyrażenia protestu przeciw działaniom administracji. O ile mi wiadomo, ten więzień polityczny ma po raz kolejny otrzymać status więźnia łamiącego regulamin.

 – Dzmitrij Daszkiewicz, który odbywał karę w więzieniu w Grodnie, wyraził opinię, że sprawa Mikołaja Autuchowicza jest w pewnym stopniu niewyjaśniona.

Aleg Alkajeu: O zdarzeniu dowiedziałem się z Internetu. Mikołaj Autuchowicz poranił sobie brzuch 3 września. Po tym fakcie zaczęli mu leczyć zęby. Dziś, niestety administracja nie przestrzega prawa, a rozkazów. Rządzi prawo poleceń telefonicznych, a sam Autuchowicz jest im raczej niepotrzebny. Ale skoro z góry pojawia się zlecenie, by dany więzień polityczny cierpiał nieco bardziej, to będzie ono wykonane posłusznie i skrupulatnie. Sporządzono lipny raport, że podobno więzień nie obudził się w porę na pobudkę. Zupełny drobiazg. Tylko co z tego? Czy to tak, jakby spóźnił się do pracy? To zwykłe potknięcia, które nie mają większego wpływu na dyscyplinę. Tym bardziej, że Mikołaj jest chory. I na oddziale należy mu się zwolnienie od obowiązku pobudki i innych obowiązków regulaminowych. Jest to przewidziane w regulaminie, zapewniając choremu człowiekowi prawo do leczenia i odpoczynku.

– Zauważył Pan jednak, że wobec więźniów politycznych prawo jest naginane? Czy zatem system zorientowany jest na złamanie człowieka?

Aleg Alkajew: Czy to nie oczywiste, że Mikołaj Autuchowicz jest nie do złamania? Każdy rozumie, że ten człowiek nie zdradzi swoich przekonań i zasad. W jaki sposób można złamać człowieka głupim upomnieniem, że niby więzień nie wstał w porę z łóżka? To może zdenerwować, ale nie złamać. Tu raczej trzeba poważnych środków. Żeby złamać człowieka, trzeba do tego podejść profesjonalnie. Jednak dziś w tych strukturach brak zawodowców. Złodziei, którzy istotnie wpływają na kryminalny świat jakoś nie spieszą się łamać. Ich cele omijają szerokim łukiem. Podobnie jak poważnych przestępców. Jakoś im to nie wychodzi. No to przerzucili się na inne ofiary: Autuchowicza. Potem piszą raporty, że więzień „znajduje się pod stałym nadzorem”. Tylko komu to potrzebne? Na pewno nie administracji. Łańcuszek jednak ciągnie się od nadzorców po naczelnika departamentu, który na jakimś tam zebraniu ma obowiązek zaraportować w jaki sposób należycie pokazuje się temu więźniowi politycznemu gdzie raki zimują. I co najgorsze, tło przestępcze sytuacji jest dla nich bez znaczenia. Są jednak i prawdziwi przestępcy. A skoro są i oni, to tworzy się ferment rozprzestrzeniający się w koloniach karnych i więzieniach. A to już niebezpieczne. W tym samym czasie odpowiedzialni funkcjonariusze zajmują się sprawami, które nie należą do ich zadań. Walka z Autuchowiczem to zwykła strata czasu, ale taki mają obowiązek. Choć bezsensowny, bo więzień przecież udowodnił, że to na niego nie działa, co najwyżej denerwuje. Czego oni od niego oczekują? Sam nie rozumiem, jaki to ma odnieść skutek. Tworzą bezsensowne przeszkody. Nie daj Boże, ktoś z naczalstwa dowie się, że Autuchowicz dostał paczkę. Zwykłe tchórzostwo i tyle. Albo służalczość, zbieranie punktów u kierownictwa, na wypadek kontroli.

– Na uwagę zasługuje fakt, w jaki sposób internauci zareagowali na nowy przepis zakazujący milicjantom palić w mundurze. Posypały się opinie, że lepiej niech każą im przestrzegać prawa i zapobiegać jego pogwałceniom. Zgadza się Pan z ich zdaniem?

Aleg Alkajeu: Co do wymogów, to zgadzam się z nimi. To od dawna zostało określone we wszystkich regulaminach. Funkcjonariusz milicji zobowiązany jest odpowiednio się zachowywać. A co do przestrzegania prawa, to żeby go przestrzegać, należy je najpierw znać. Wiedzą Państwo kogo dzisiaj biorą do milicji? Te osoby nie mają bladego pojęcia nawet jakiego koloru jest okładka kodeksu. Jak można od takich ludzi wymagać przestrzegania prawa? Taki człowiek żyje i pracuje jak w wojsku, na rozkaz. I przy tym im milicjant niższy w hierarchii, bliższy obywatelowi, tym głupszy i mniej zaznajomiony z prawem. I nikt ich nie uczy. Prawo wybiórczo znają tylko śledczy. Prowadząc śledztwa muszą znać normy prawne. Ale ci pracują w biurach. A ci, co pracują z ludźmi, nie wiedzą nic. I nie mają woli uczenia się, nawet minimalnej. Oni nie znają nawet własnych praw. A co tu dopiero mówić o obowiązkach.

– Panie Alegu, zajmuje się Pan tematem zaginionych na Białorusi polityków. Niedawno, minęła rocznica zaginięcia Anatola Krasouskiego i Wiktora Gonczara. Istnieje ryzyko, że dochodzenia związane z ich zaginięciem mogą ulec przedawnieniu. Jak to wygląda w świetle prawa?

Aleg Alkajeu: Piętnaście lat to prawny termin przedawnienia. Jednak to czysto formalny punkt widzenia. Zgodnie z procedurą, sprawa wszczynana jest ponownie w przypadku stwierdzenia obecności winnych czynu. Zatem postępowanie można szybko wznowić. Sąd również decyduje z jakiego paragrafu dana sprawa ma być wszczęta. To sąd powinien tutaj decydować, nawet po upływie piętnastu lat. Teraz samo śledztwo zostanie umorzone, to wszystko. Takie jest prawo. Ale sprawa pozostanie otwarta. I nie zostanie skasowana. Jedyne, co ulega zmianie, to fakt, że pan Siwakou (red.: podejrzany o organizację “szwadronu śmierci» i dokonanie morderstw politycznych przeciwników Łukaszenki) może nieco spokojniej spać. Skończył 65 lat, a w tym wieku nie skazują już na śmierć. Ale inni podejrzani w tej sprawie nie powinni spieszyć się z otwieraniem szampana.

 

Зьвязаныя навіны:

Другие политические заключённые