Aleksander Franckiewicz: Nabrałem wiary we własne siły

Pierwszymi rzeczami, o jakie poprosił Aleksander Franckiewicz, po pojawieniu się w Centrum Praw Człowieka Wiasna, w dniu opuszczenia kolonii iwancewickiej nr 22, były papier i koperty, gdyż chciał jak najszybciej napisać listy do przyjaciół. Czynność tę nieustannie przerywały mu telefony i odwiedziny dziennikarzy z gratulacjami i pytaniami dotyczącymi uwięzienia skazanego w „procesie anarchistów”.  Aleksander Franckiewicz opowiedział o tym dziennikarzowi “Wiasny”.

Aleksandrze, w wywiadzie, którego zdążył Pan udzielić tuż po uwolnieniu, nie skarżył się Pan na czas spędzony w więzieniu. Czy to oznacza, że wszystko było w porządku?

– Oczywiście, że nie wszystko. Po prostu uważam, że atmosfera zastraszenia, na co dzień odczuwalna w naszym społeczeństwie nie powinna być podsycana. Z jednej strony należy opowiadać o represjach wobec osób uwięzionych, zarówno z powodów politycznych, jak i innych powodów. Z drugiej strony jednak, osiąga się tym atmosferę zastraszenia w społeczeństwie … Nie chcę w tym brać udziału. Nie interesuje mnie straszenie ludzi, nie chcę kazać się im zastanawiać co też może się z nimi stać, gdy sami trafią do więzienia, każąc im obawiać się, że zostaną tam złamani …  Niektórym ludziom brakuje wiary w siebie, a ja nie mam zamiaru podsycać w nich tej tendencji, oddalając ich jednocześnie od obywatelskiej aktywności. Uważam, że jeśli człowiek jest wierny swoim zasadom i przekonaniom, to jest on w stanie wytrzymać wszystko. Ja, w każdym razie, nie odczuwałem tam zagrożenia życia.

Czyli jednak odczuł Pan, że władze próbują Pana złamać?

– Oczywiście. Obserwowałem również jak próbowano to zrobić innym. Jeśli wobec mnie odbywało się to poprzez pewnego rodzaju decyzje odgórne (spoza obszaru moich stosunków z administracją kolonii), to jednak udało mi się zaobserwować działania wywierane na innych ludzi, w związku z ich konfliktami z naczelnikiem kolonii, czy jego zastępcą. Ludzie po prostu w pewnych momentach bronili swoich zasad, niektórzy nawet pisali skargi, za co nie omieszkano na nich wywierać silnej presji.

Która z tych kwestii, które szczęśliwie ma już Pan za sobą, była dla Pana najtrudniejsza?     

– Najboleśniejszą dla mnie była zdrada moich przyjaciół na samym początku, gdy najbardziej oczekiwałem od nich wierności swoim zasadom, podczas gdy oni okazali się ludźmi innymi, niż kazali o sobie sądzić. No i oczywiście, gdy próbowano mnie nakłonić do napisania prośby o ułaskawienie, gdy izolowano mnie od innych więźniów, gdy warunki wokół mnie zaczynały silnie doskwierać. Ale i na początku pobytu w kolonii spotykałem ludzi przyjaznych, bez względu na okoliczności. Bez względu na izolację, na wszystkie te metody wywieranej presji, pojawiali się ludzie, którzy ludźmi pozostawali i o tych ludziach pamiętam.

Czy odczuł Pan w kolonii karnej swoją odmienność związaną ze swoim politycznym statusem?

– Tak. Sołżenicyn napisał kiedyś, że więzień polityczny, to taki, który może odzyskać wolność wyrzekając się swoich poglądów. W pełni to rozumiem, ponieważ doświadczyłem tego, gdy proponowano mi odejście od moich przekonań.

A mówiąc o stosunkach z innymi więźniami, to w szczególny sposób interesowali mnie skazani za przestępstwa gospodarcze. Interesowali się oni życiem społecznym, polityką i z nimi można było prowadzić ciekawe rozmowy. W znakomitej większości skazańcy są cynicznymi ludźmi, wszelkie idee postrzegają przez pryzmat osobistej korzyści, zatem trudno uwierzyć, że człowiek może być wierny określonej obywatelskiej postawie. Im to wydawało się farsą, albo nie przywiązywali do tego żadnego znaczenia. Tam panuje swoista więzienna ideologia. Tym bardziej więc mój anarchizm, odrzucający władzę … w końcu władza to władza, niezależnie od tego, czy sprawuje ją administracja, czy złodziej. Ogół skazańców nie wyrażał zatem zainteresowania niczym, co miałem do powiedzenia.

Czy śledził Pan losy pozostałych więźniów politycznych?

– Oczywiście. Czytałem o nich w gazetach, pytałem u tych, co z nimi korespondowali. W końcu wszystkich nas łączył podobny los, pomimo różnic w poglądach politycznych. Rzecz jasna kibicowałem im, niezależnie od rozbieżności ideologicznych. Pewne cechy charakteru Statkiewicza, Autuchowicza, Daszkiewicza mi imponują, podobają mi się.

W więzieniu miał Pan czas zająć się sobą. Czy dowiedział się Pan czegoś nowego o sobie?   

– Oczywiście. To dotyczy tego, o czym zacząłem pisać. Próbowałem wcześniej, ale nie mogłem skończyć. A będąc w obozie, szczególnie w karcerze, udawało mi się spisać to, co już nawet zostało opublikowane. Powątpiewam w swój talent pisarski, w końcu jestem umysłem technicznym, programistą. Uważam jednak, że zgromadzone przeze mnie doświadczenia warte są udostępnienia. Przez cały ten czas przeczytałem wiele książek. Poszerzyłem swoje horyzonty. No i nabrałem wiary we własne siły. Zrozumiałem, że nie trzeba żadnych szczególnych idei, by sprzeciwić się systemowi, wystarczy jedynie działać i wierzyć w to, co się mówi.

spring96.org

Другие политические заключённые