Dzmitrij Daszkiewicz: Gdyby nie wiara, podciąłbym sobie żyły

Były więzień polityczny opowiedział o warunkach panujących w białoruskich więzieniach.

Słoneczko

Na spacer wyprowadzali mnie o 8:15 rano, kiedy słońce było jeszcze za horyzontem. Tylko latem widziałem je nad sobą.

Nie jesteśmy Robocopami

W więzieniu jest takie powiedzenie, które pasuje do wielu sytuacji: „Kto siedział w więzieniu, tego cyrk nie rozśmieszy”. Jeśli człowiek ma poczucie humoru, to go nie utraci. Nie wolno wpadać w rozpacz.

Zdarzają się trudne chwile. Nikt nie twierdzi, że jesteśmy z żelaza, robocopami czy terminatorami. Bywało ciężko. Bywało, że modliłem się ze łzami w oczach. I nie uważam, żeby było się czego wstydzić.

Mozyrska „umywalka”

Pewnego dnia wzywa mnie w Mozyrze zastępca naczelnika kolonii karnej, znaleźli „umywalkę”. To takie ostrze, którym kryminalni więźniowie podcinają sobie żyły. Zastępca każe mi pisać wyjaśnienie. Ja na to, że nie będę, bo „umywalka” nie należy do mnie. Przechodzę z nim na „ty”: „Słuchaj, mówiłem Ci, że pisać niczego nie będę”.

Zgłupiał. Nawykł do poddańczego stosunku wobec siebie. Manipuluje losami ludzi, może spowodować, że z 10-letniego  wyroku 5 lat spędzisz w domu.

Za takie rzeczy ludzie tam są gotowi pełzać na czworakach. Poszedł po jakieś kodeksy i mówi: “To brak szacunku, jesteś zobowiązany okazywać szacunek”. Ja na to: „Jeśli ty do mnie na „ty” możesz się zwracać. To pomyślałem sobie, że jesteśmy przyjaciółmi, że herbatę razem piliśmy”. Tu się wściekł. Poszła mu piana z ust. I znów byliśmy na „pan”.

Flaki na wierzchu

Bywało tak, że gdyby nie wiara, podciąłbym sobie żyły. Doskonale rozumiem tych więźniów, co je podcinają, lub wypruwają sobie wnętrzności. To nie jest dla mnie samobójstwo.

Inna sprawa, gdy do więzienia trafia więzień polityczny, w jego imieniu ktoś na administrację może wywierać nacisk. A kto wstawi się za zwykłym więźniem? Więc wypruwają sobie flaki. To jedyny sposób. Wtedy administracja pojmuje, że tego więźnia lepiej już nie ruszać.

Gorki

Nie żywię pragnienia zemsty. W Gorkach trafiali się naprawdę straszni ludzie. Wiem już, że im nie daruję i dopnę tego wszelkimi środkami.

Ale nie z zemsty, ale dlatego, że wiem, czego się dopuszczają. Grypsera może wszystko. Nie tylko mogą łamać ludzi, ale i „przecwelować”. A to dla więźnia najstraszniejsze.

Człowiek może być cały w siniakach, ale przed administracją ma odpowiadać „przewróciłem się”. O Gorkach pisałem i będę pisać. Może nie uda mi się osiągnąć efektu w tym reżimie, ale jak tylko zmieni się władza, odpowiedzą za swoje zbrodnie.

Nigdy nie zapomnę etui na szczoteczkę do zębów

Ponoszę odpowiedzialność za ludzi, którzy tam pozostali. Nie zapomnę nigdy Gorek i etui na szczoteczkę do zębów, którymi zmuszano nas jeść.

Kiedy człowiek musi jeść etui od szczoteczki i mieszać nim kawę, to to, zalicza się już do tortur. I zamierzam wywalczyć to, że pozwolą tym ludziom jeść łyżkami. Szczukinowi to się udawało.

Grypsera

Grypsera panuje wszędzie. Grypsujący są różni. Do pewnego stopnia to nawet normalne, że ludzie zamknięci w jakimś miejscu na 10-20 lat, ustalają między sobą zasady współżycia.

Ludzie w Gorkach boją się pisać nawet w sprawie własnych wyroków, a co dopiero skargi na administrację. Tak są zastraszeni. Grypsera sama decyduje komu odbić nerki, a kogo wtrącić do karceru.

Administracja więzienia w Gorkach nie brudzi sobie rączek, najbrudniejszą robotę załatwiając rękami grypsujących.

Hau hau

W Mozyrze brudną robotę brał na siebie sam naczelnik kolonii. Nazywał mnie „patentowanym alkoholikiem”. Zbierał dziesiątkę osób z wyższym wykształceniem i kazał im szczekać: „hau hau hau”. Dla uciechy innych.

Potem, gdy spotykało się ich pojedynczo, mawiali: „Rozumiemy, niedługo wszystko to się skończy”. Oni tak wysługują się jeden przed drugim.

Nigdy nie lubiłem Karnegi, ale opisał on doskonale zezwierzęcenie panujące wśród ludzi o wypranych umysłach.

Kopali, nadal zwracając się per „pan” 

Naczelnik kolonii w Głubokim zawsze zwracał się do mnie na „pan”. Podobnie jak pozostali funkcjonariusze. Rzecz jasna kopali mnie, nadal zwracając się per „pan”. To przykład naszej patologicznej psychologii.

Przychodzili do mnie i mówili: „Dzmitrij, przecież nie będzie pan karmił za nas naszych dzieci”. Niektórzy czerpią przyjemność ze znęcania się, inni wstydzą się tego, przychodzą potem i przepraszają.

Nieszczęśliwi ludzi. Bóg ich osądzi. Nie żywię do nich urazy.

Drań, czy normalny

Na wolności każdy człowiek dostaje od ciebie kredyt zaufania: dopóki nie udowodnił swoim postępowaniem, że jest podły, kredyt ten mu nadal przysługuje. Więzienie uczy odwrotnego nastawienia.

Każdego, kogo tam spotykasz, powinieneś uważać za drania. Dopiero swoim postępowaniem człowiek ten może udowodnić, że jest inny. To było dla mnie bardzo ciężkie. Tam wciąż dmucha się na zimne. Spotka się dwóch czy trzech, którzy odnoszą się do ciebie normalnie, podświadomie jednak powstaje myśl: „A może to jednak szumowiny?”

Tak się nie da żyć. Na szczęście większość ludzi to ludzie normalni.

Każdy wie, kim jest Łukaszenka.

W 2006 nie spotkałem w więzieniu ani jednego człowieka, któremu trzeba było tłumaczyć kim jest Łukaszenka, poza naczelnikiem kolonii szkłowskiej. W okresie odsiadki w mozyrskim więzieniu spotkałem jednego więźnia, który twierdził, że Łukaszenkę popiera. Ale od razu się zaśmiał, mówiąc: „Ale Cię nabrałem!  Łukaszenkę rozgryzłem jeszcze w 1994”.

Wierzcie, lub nie, nie było nikogo. Pewien jestem, że w kraju nie ma już nikogo, kto by nie wiedział, kim jest Łukaszenka. Nie ma co pytać mas, ludzie wiedzą swoje. 15% neostalinistów będzie go nadal wspierać, nawet gdyby ten stał się kanibalem. W końcu i tak pożera opozycjonistów żywcem.

„Ja złodziej” i Sołżenicyn 

Był i wolny czas. Dwa razy dziennie się gimnastykowałem, dwa razy oblewałem zimną wodą po 30-60 minut. Robiłem i takie eksperymenty jak 20-godzinna modlitwa. Czasem i przez sen się modliłem.

W mozyrskiej kolonii, do karceru pozwalali zabierać Biblię. Więzienne biblioteki nie grzeszyły ofertą.

Dostawały od bibliotek miejskich to, co było im niepotrzebne. Pełno książek w stylu „Ja złodziej”. Czytaj tu takie coś. Zgłupieć można od tego tylko. Ale można było znaleźć i Sołżenicyna i Dostojewskiego i Czechowa.

Przygotowanie do pogromu

Aresztowanie mnie i Lobawa przed wyborami i pogrom Wiasny świadczą o tym, że reżim do pacyfikacji Płoszczy szykował się wcześniej. Inaczej posadziliby mnie za wulgarny język, daliby mi 15 dni aresztu i plułbym sobie tylko w brodę, że nie było mnie przy wszystkich tych wydarzeniach.

Dźwięki

Po dźwiękach dochodzących do karceru zorientowałem się, że rozpędzili Płoszczę. Słyszało się mowę białoruską i słowa w stylu „oddawaj flagę”. Wtedy zrozumiałem.

Dziękuję mamie Eduarda Lobawa

Z przesyłek dowiadywałem się, kto pozostał na wolności. Od Nasty Pałażanki nie ma. Od Tacjany Szapućko jest – znaczy na wolności, od Kasi Galickiej – na wolności, od mamy Eduarda Lobawa – na wolności. Bardzo zaskoczyła mnie paczka od mamy Eduarda, niech jej Bóg da zdrowie, to cudowna kobieta. Myślałem, że za los Eduarda prędzej zrobi mi coś złego, a ona przynosiła mi paczki.

Tata się trzyma

O śmierci mamy dowiedziałem się w areszcie żodyńskim, od adwokata. Ręce mi się trzęsły kiedy kazali mi pisać zawiadomienie. Oczywiście wiem, że poniekąd przyczyniłem się do tej przedwczesnej śmierci. Po uwolnieniu natychmiast chciałem jechać do mamy. Poszliśmy z tatą na grób. Tata się trzyma, dzięki Bogu.

Głód

Jedzenie w więzieniu jest, delikatnie mówiąc, kiepskie. Na przykład kasza. Kasza sama w sobie jest dobra. Ale mało jej nawet dla takiego chudzielca jak ja. Normalnej budowy człowiek potrzebuje jej zjeść przynajmniej 200 gram. Głód w więzieniu to rzecz normalna.

Wnioski

Przychodził do mnie taki funkcjonariusz więzienia w Głubokim i mówił: „Pisz wniosek o ułaskawienie, po co ci to wszystko?”  To nawet nie presja. On po prostu wyrażał swój punkt widzenia. Po co siedzieć, skoro można wykorzystać taką możliwość.

Najgorzej torturowali Sannikowa

Wiem, że na Sannikowa  naciskali w więzieniu tak, jak na nikogo innego nie naciskali. Powiedział mi o tym sam. Napisał wniosek, a i tak pół roku go męczyli. Z czystej nienawiści.

Do Łukaszenki dotarło, że Sannikow jest jakoby prezydentem w więzieniu. Patrzcie! No to my mu zaraz damy prezydenta. Zabrali się wtedy za niego metodycznie.

Małżeństwo zobowiązuje 

Dlaczego postanowiliśmy pobrać się z Nastą? Zdawałoby się, że to niczego nie zmienia. Po prostu papier. Do tego rozdzielają nas kraty. Zwykłym więźniom pozwalają po ślubie przez 10-15 minut w jednym pokoju posiedzieć, poprzytulać się, pocałować.

Mnie takiej możliwości nie dali. Od chwili ślubu poczułem inny rodzaj odpowiedzialności. Jeśli kiedyś nie stawiałem się na policji ze zwykłego lekceważenia, to dziś już tak robić nie mogę.

Bez zmian

W Mińsku nie zmienia się nic. Rzecz jasna, jest pełno absurdów. Ale istotnych zmian brakuje.

Ofiary

Dlaczego ludzie wychodzą raz na 5 lat? Przecież raz na 5 lat dostaje się szansę ponieść ofiarę, ale i osiągnąć jakieś rezultaty.

Człowiek opiekuje się rodziną, wychowuje dzieci w kulturze białoruskiej, zarabia pieniądze. Ale raz na 5 lat idzie na Płoszczę i składa swoją ofiarę.

belaruspartisan.org

Другие политические заключённые