Franak Wiaczorka: System nie docenia ludzi, których nie da się kupić, złamać, ani zastraszyć.

Zakłady karne, w których przetrzymuje się obecnie oponentów reżimu na Białorusi mają jednakowy charakter. Ich główny sens nie opiera się na resocjalizacji, a na złamaniu człowieka. Funkcjonariusze zakładów tych  instytucji mają prawie nieograniczoną władzę – mówi Palitviazni.info, Franak Wiaczorka, pierwszy Białorusin wcielony przymusowo do armii z powodów politycznych.

Franak Wiaczorka: Ludzie ci, otrzymują swoiste pełnomocnictwa do dokonywania dowolnych czynów. A są to, m.in.: łamanie opornych, przekupstwo, szantaż. Stosując metody nie tylko sprawdzone w czasach stalinowskich, lecz również poprzez wywieranie presji na bliskich więźniów. Mnie próbowano złamać wywierając presję na moją rodzinę i bliskich. Nie werbowali, lecz wielokrotnie próbowali wpłynąć na moją dziewczynę i jej rodziców. Często myślałem o tym, aby zrezygnować z walki, sytuacja wydawała się często beznadziejna. Werbowali moich przyjaciół. W armii, innym żołnierzom często wprost zabraniano ze mną rozmawiać. A tych, którym się to zdarzało, „dziadki” w nocy wybijali kontakty „z opozycjonistą” z głów, bo właśnie za członka opozycji byłem uważany. Co do więzień, to zgodnie z tym co opowiadał Dzmitrij Daszkiewicz, Andrej Sannikou, Aleś Michalewicz — to moje wrażenia są podobne. W końcu stanowią one rdzeń reżimu. I owe „zakłady zamknięte” są tego ewidentnym przejawem. Używane są wszystkie metody i rodzaje represji. W życiu codziennym tego się nie zauważa, ale w wojsku, było to potwornie odczuwalne, ze względu na na fakt, że wszystkie te działania skupiły się w jednym miejscu i przez pół roku byłem poddawany nieustannej presji. To, znacznie osłabiło moje zdrowie i stan psychiczny. A co dopiero można by powiedzieć o ludziach latami izolowanych w więzieniach, w izolatkach. Sama myśl o tym jest przerażająca. Zdecydowanie nie doceniamy środków represji, tworzonych przez system. Przy czym sam system również nie docenia idealizmu ludzi, których nie da się kupić, zastraszyć ani złamać. W armii miałem jedną zasadę — “nie wierzyć, nie bać się, nie prosić”. Powtarzałem ją sobie stale i zapewne dlatego udało mi się to wszystko wytrzymać i przeżyć.

– Presja wywierana jest przede wszystkim na ludzi młodych, którzy wstępują do organizacji i chcą działać na rzecz swojego kraju. Ostatecznie, aparat państwowy, w ramach walki z odmiennymi poglądami, niszczy wszystkie próby podjęcia jakichkolwiek inicjatyw. Do czego to może doprowadzić?

Franak Wiaczorka: Młodzież zawsze była i jest aktywna. Dlatego ze strony władz pojawia się chęć neutralizacji tej właśnie grupy oraz tych wśród nich, którzy mogą potencjalnie przewodzić pozostałym. Można zauważyć, że w ostatnich latach nie powstała ani jedna organizacja młodzieżowa. A te, które są, to nadal te same nazwy i te same twarze. W czasie letniego kryzysu w 2011 roku, próbowano stworzyć nowy ruch. Jednak zakończyło się to aresztowaniami i próbami wtargnięć do mieszkań młodych ludzi organizujących te stowarzyszenia. Jestem pewien jednak, że w najbliższym czasie władzę czeka utrata kontroli nad sytuacją w państwie. To wynika ze wzburzenia ludzi na naszych ulicach. Widzę, że zaciera się już dawny podział na starsze i młodsze pokolenie, gdzie młodzież optowała za zmianami, a starsi za stabilizacją. Dziś młodzież staje się motorem zmian, ale to właśnie wraz ze starszym pokoleniem, które posiada mądrość, przeprowadzi w kraju zmiany.

– A co według Pana będzie znakiem zachodzących w państwie zmian? Kiedy reżim przestanie zastraszać społeczeństwo? 

Franak Wiaczorka: Wydaje mi się, że społeczeństwem rządzi nie tylko strach, ale o wiele gorsza cecha, czyli obojętność. I ją trzeba pokonać. Tylko wówczas, gdy ludziom los więźniów politycznych przestanie być obojętny, ponieważ ci cierpią dokładnie za tych ludzi, będzie pierwszym krokiem w stronę zmian. Niezbędna jest alternatywa. Nie tylko osobowa, ale również ideologiczna, dotycząca wartości. Alternatywa mogąca stać się dla ludzi czymś bliższym, niż doktryna postsowieckiego łukaszyzmu. Potrzebne są kreatywne i nowe idee dla społeczeństwa. I jeszcze jedna ważna rzecz – potrzebna jest solidarność, zarówno wewnątrz kraju, jak na zewnątrz. Ja, na przykład, spotykałem się ze swoimi kolegami z wojska, którzy nie widzieli potrzeby w wychodzeniu na Płoszczę, ze względu na brak wiary we wsparcie zza granicy- “bo przecież nie jesteśmy tam nikomu potrzebni”. Ludzie czują się przez Zachód i Europę opuszczeni. I to należy przełamać, ponieważ pomoc Europy jest nam bardzo potrzebna.

– W tym samym czasie Unia Europejska i Zachód deklarują solidarność z Białorusią. Na poziomie politycznym jednak prowadzi się “handel” więźniami sumienia. Jak można to zmienić i czy należy mówić, że w kraju przebywają „byli więźniowie polityczni” skoro proces ich rehabilitacji jest blokowany przez władze?

Franak Wiaczorka: Z takim stwierdzeniem się nie zgodzę. W końcu cały kraj jest zakładnikiem. Zakładnikiem powodujących marazm, nieprzewidywalnych działań i kroków jednego człowieka. Rzekomo uwolnieni, nie są wolni nawet po wyjściu z więzienia. Są przykuwani różnymi normami prawnymi, wymogami meldunkowymi, są nękani przez milicję, ich życie jest kontrolowane. Dzieje się to dziś z Pawłem Winogradowem, z Daszkiewiczem i tak było z Iriną Chalip. Myślę, że nawet ci, zmuszani do emigracji nie mają do końca wolności, ponieważ są nadal związani z Białorusią. Nadal mają jakieś zobowiązania, bliskie osoby w kraju. Stąd i oni nie mogą powiedzieć, że są w pełni wolni i że są na wolności. Wolność będzie, gdy Białoruś będzie wolna od lęku. Lęku rodziców o dzieci, które są edukowane i wychowywane w ojczystym języku. Podobnie lęku przed swobodnym wyrażaniem swoich poglądów na ulicy. Bez zagrożenia karą, gdy o wszystkim dowie się KGB. Wolność nastanie, gdy nie będzie obowiązku płacenia stu dolarów za wyjazd z kraju. Wtedy na Białorusi nie będzie już więźniów politycznych.

 

Зьвязаныя навіны:

Другие политические заключённые