Uladzimir Jaromienak: Walczę o to, by ludzie nie wyjeżdżali z mojego kraju

Z aktywistą Młodego Frontu Uladzimirem Jaromienakiem zdążyliśmy porozmawiać między jego procesami, złożeniem skargi od wyroku i uwolnieniem Dzmitrija Daszkiewicza. Nad głową członka Młodego Frontu wisiał już damoklesowy miecz trzymiesięcznego aresztu, na który skazano go w wyniku postępowania karnego kilka dni wcześniej. Niedługo po naszej rozmowie Uladzimir dostał jeszcze karę grzywny w wysokości 1 miliona rubli …

Co robi największe wrażenie, to absolutny spokój, który promieniuje od tego mężczyzny. W ten sposób patrzą i rozmawiają ludzie całkowicie pewni tego, w co wierzą i co wybierają!

– Uladzimirze, słysząc o Pana nowym procesie 28 sierpnia, nie można nie zauważyć, że dzieje się to w dniu wypuszczenia lidera MF Dzmitrija Daszkiewicza … Czy to przypadek?

– Nie sądzę, by to był przypadek. Uważam, że sąd celowo wyznaczył mi ten konkretny dzień, żebym nie wpadł na pomysł witania Dzmitrija. Poza tym to i tak ryzykowne jechać do innego miasta, jeśli ma się zakaz opuszczania miejsca zamieszkania, zważywszy na to, że będą tam media i moja obecność zostanie zarejestrowana. Tu jednak ewidentnie postanowili postawić kropkę i zatrzymać mnie w Mińsku 28-go.

– Powinien Pan pozostać w Mińsku, stawić się przed sądem, a proces może trwać cały dzień …

– Proces może trwać cały dzień, albo i pięć minut … Różnicy tu nie ma, bo często jest tak (zwłaszcza w sprawach politycznych), że sędzia o niczym nie decyduje. Najczęściej to już jest z góry ustalone ile mają zasądzić i dlaczego. Stąd 28 sierpnia muszę w każdym wypadku znajdować się tutaj.

– Uladzimirze, sądzą Pana wyjątkowo często. Naprawdę jest Pan tak uporczywym przestępcą? Nie znając Pana, lub sytuacji w kraju można by mieć takie wrażenie!

– Sam się dziwię, dlaczego ja! W ostatnim roku, w porównaniu z 2012, fala nacisku na Młody Front nieco spadła. Ja pozostaję najbardziej odsłoniętym celem, można mi codziennie przypisać z dwa wykroczenia i znowu będzie powód do aresztu administracyjnego, albo sprawy karnej.

– Ma Pan obowiązek siedzieć w Mińsku, będąc samemu z Miorów, gdzie ma Pan rodzinę. Jaki ma to wpływ na Pana i na formy przypisywanych Panu wykroczeń?

– Zarejestrowany jestem tu, w Mińsku, w Rejonie Pierwszomajowym. Nie mam prawa wyjeżdżać poza teren Mińska bez pozwolenia inspekcji. A inspekcja, rzecz jasna, nie pozwala …

– Dlaczego “rzecz jasna”? Jak to motywują?

– “Rzecz jasna”, ponieważ naczelnik inspekcji karno-administracyjnej oświadczył mi jeszcze w 2012 roku, gdy wpisywano mnie do rejestru w Rejonie Pierwszomajowym MSW : “Wypuszczać cię nie będziemy. Masz wybór, albo pod nadzorem przeniesiesz się na stałe do Miorów, albo zostajesz tutaj, ale z Mińska się nie ruszasz”. Wybrałem Mińsk, bo tu mam przyjaciół i łatwiej tu zarobić na życie. Miory, to małe prowincjonalne miasteczko i znaleźć tu pracę jest o wiele trudniej, niż w Mińsku.

– Uczestniczy Pan jednak w akcjach solidarności Młodego Frontu. I trafia Pan do aresztu administracyjnego. Może i w tym leży przyczyna wysiłków władz, by rzucać Panu kłody pod nogi?

– W roku 2013, od stycznia po sierpień, już zdążyli mnie aresztować na podstawie zarzutów administracyjnoprawnych, wszystkie te przypadki jednak miały związek z naruszeniem zasad nadzoru. Sąd postanawiał, że łamałem zasady nadzoru, co kwalifikowało mnie do aresztu administracyjnego. Więcej administracyjnych aresztów nie miałem, jakie by to nie wydawało się dziwne. W porównaniu do 2012 roku, kiedy przesiedzieliśmy z przyjaciółmi prawie całą wiosnę, ponieważ ledwie odsiedzimy za jakąś akcję, od razu nas sadzają z administracyjnego paragrafu na kolejną „dobę”. Zaczynałem się przyzwyczajać. Wszyscy zaczynaliśmy. Myśleliśmy już: jeśli zrobimy tak, a tak, to za kilka dni zamkną nas na kolejne 15 dni. W nowym roku, organy ścigania przyjęły jeszcze nową taktykę, czyli zatrzymanie post factum. Dajmy na to, przeprowadzono akcję, byli jacyś uczestnicy, a post factum zatrzymywano pięciu ludzi z Młodego Frontu, za tydzień, za dzień, albo tego samego dnia. Spisywano protokoły. Najczęściej pod zarzutem „niecenzuralnego języka”. Czyli jak zwykle: dowodów nie było, że człowiek w akcji brał udział, ale zawsze mógł na przykład przeklinać … Takie z nas wulgarne typy były.

Oczywiście, areszt administracyjny ani zdrowiu nie służy, ani pożytku nie przynosi. Traci się czas. Dwa tygodnie to masa czasu na zrobienie czegoś pożytecznego, a tu izolują człowieka i to oczywiście stanowi przeszkodę w życiu. Zważywszy, ze należałoby zarobić pieniądze na mieszkanie, jedzenie, odzież, na podstawowe rzeczy… A będąc miesiąc, czy pół miesiąca za kratkami, trzeba często poważnie nadrabiać zaległości w pracy, bo z pieniędzmi bywało często dosyć krucho.

– A co mówi Pana rodzina?

– Rodzice już przywykli, rozumieją sytuację. Mówią mi: ”Uważaj tylko, żeby ci zdrowia nie uszkodzili”. A żona mnie wspiera! Mamy z nią wspólność poglądów. To najważniejsze. Ona wszystko rozumie i mówi: “jak cię zamkną na dobę, będę czekać na ciebie”. W marcu i kwietniu, kiedy byłem pod aresztem administracyjnym, jeździła codziennie do mnie przywożąc mi paczki.

– Zdążył Pan już zaskarżyć swój pierwszy wyrok karny?

– Mój adwokat przygotował skargę kasacyjną, za kilka dni się spotkamy i będę apelował. Ze swej strony oczywiście przejrzę akta sprawy i jeśli będę miał uwagi, omówię je z adwokatem.

– Jakie sa Pana plany życiowe? Mógłby Pan zostać programistą … Mam rację?

– Nie do końca programistą. (Uladzimira Jaromienaka po Płoszczy wydalono z Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Radiofizyki i Elektroniki – palitviazni.info). Miałem inną specjalizację: miałem zostać inżynierem radioelektronikiem. Moja dziedzina dotyczy projektowania i produkcji mikroschematów, płytek … To moja specjalizacja. Miałem rok programowania na pierwszym roku, stąd znam tego jedynie podstawy w pracy dyplomowej podobno potrzebne byłoby napisanie programu całkowicie wyręczającego człowieka.

– Mikroschematy, technika, to bardzo męskie rzeczy. Zamierza Pan wyjechać na studia za granicę, co stało się ostatnio popularnym (z konieczności)?

– Nauka jest bardzo ważna, jednak nie chcę stąd na stałe wyjeżdżać. Urodziłem się tu. Chciałbym również, by z kraju, w którym się urodziłem i mieszkam nie wyjeżdżano, a na odwrót, by go odwiedzano! By ludzie chcieli się tu osiedlać, by mogli tu normalnie żyć. Właśnie dlatego ja nie chcę stąd wyjeżdżać.

– Dziękuję Panu bardzo. Życzymy sukcesów! Miejmy nadzieję, że nie przekroczą już granicy trzech miesięcy w zasądzanych wyrokach?

– W sądzie grodzkim mogą zmniejszyć wyrok, lub go umorzyć. W przypadku umorzenia, sprawa wraca na posterunek milicji, gdzie jest udoskonalana po czym sąd Rejonu Pierwszomajowego znów go rozpatruje i może dać większy wyrok.

– To teoretycznie, czy praktycznie?

– Praktycznie, to wyrok pozostaje zawsze bez zmian. Raz miałem tak, że sprawę administracyjną odesłali znowu do sądu Rejonu Pierwszomajowego, który po rozpatrzeniu zostawił go bez zmian. Sędzia się po prostu zdążył zmienić. Co jednak pozostaje faktem, wszystko inne jak było, tak i jest, bez zmian.

palitviazni.info

P.S. Film z niniejszego wywiadu pojawi się na naszej stronie w najbliższym czasie.

Другие политические заключённые