Andrzej Poczobut: Reżimowi zależy na zastraszeniu społeczeństwa

Administracja zakładów karnych nadal wymaga od więźniów politycznych  podpisywania wniosków o ułaskawienie. Po co i w jakim celu ta praktyka, w ramach której wobec więźniów politycznych stosowane są skrajne metody, w tym tortury? Reporter redakcji palitviazni.info rozmawiał z dziennikarzem i korespondentem Gazety Wyborczej Andrzejem Poczobutem.

Andrzej Poczobut: Tortury faktycznie są dość mocno rozpowszechnione w więzieniach. Mykoła Statkiewicz potwierdził to w jednym ze swoich ostatnich listów zza krat. Wiadomo, że władze pragną skruchy skazanych, pragną przeprosin. I to jest stała taktyka, niezależna od dialogów, wizyt i kontaktów. Te listy pozwalają, rzekomo, władzom w obecnej sytuacji zachować twarz.

– Wiadomo jednak, że to gra, z gruntu nieszczera. Czy w związku z tym faktycznie mają one moc wybielania wizerunku władzy? Czy będzie dalej możliwe robienie dobrej miny do złej gry, skoro niektórzy więźniowie polityczni zostali uniewinnieni?

Andrzej Poczobut: Dziś uniewinniono szereg polityków i działaczy społecznych , oskarżonych o uczestnictwo w Płoszczy-2010. Nie należy jednak mówić o odwilży, ani nawet kojarzyć tych wydarzeń z wizytami białoruskich oficjeli na terenie Unii Europejskiej. To są obiektywne fakty, świadczące o tym, że tym więźniom pokończyły się wyroki i całego procesu nie da się już sztucznie utrzymywać. Z drugiej strony, fabrykowanie nowych oskarżeń wobec więźniów politycznych mogłoby przeszkodzić w planach oficjalnego Mińska, a konkretniej w grze, którą prowadzi reżim.

– Po wprowadzeniu sankcji wobec ministra spraw zagranicznych, Makieja, mówiono o tym, że Mińsk może wcale nie pójść na żadne ustępstwa, a zakończenie wyroków więźniów wykorzysta jedynie dla celów propagandowych, jako gest dobrej woli. Czy taki sposób dezinformacji jest możliwy?

Andrzej Poczobut: Nie, ponieważ to absolutne kłamstwo. Mamy tu do czynienia z obiektywnym procesem, z upływem terminu odsiadki. Uważam, że w Europie nikt nie postrzega upływu terminów wyroków jako ustępstwa ze strony białoruskiego reżimu. Możliwe, że istnieje gatunek ludzi, którzy dowolną informację interpretują po swojemu. Możliwe, że będą rozpowszechniane opinie o liberalizacji, jednak w rzeczywistości to, co teraz się dzieje to najzwyczajniej realizacja określonego stylu politycznego. Brak tu ruchów w kierunku liberalizacji, nie ma też tendencji do nasilenia restrykcji. Społeczeństwo nadal jest wybitnie zastraszone. A ludzie wciągnięci w dialog z reżimem starają się wciąż kształtować swój PR w związku z określonymi, związanymi z tą kwestią rzeczami. Jednak sytuacja polityczna na Białorusi nadal przypomina stagnację, a poziom zastraszenia społeczeństwa pozostaje bez zmian. Władza swoimi posunięciami i realizowanymi procesami wskazuje niezmienność kursu nakierowanego na represje.

– Zatem sprawy niektórych osób są symptomem przedłużenia tej polityki?

Andrzej Poczobut: Po raz kolejny okazuje się, że białoruski reżim nie zamierza odstępować od polityki represji wobec opozycji. Dlatego jeśli reżimowi zacznie się wydawać, że należy bardziej zastraszyć społeczeństwo, to prześladowania zostaną wznowione. Reżim nie musi się wysilać, by znaleźć kolejną ofiarę. Zauważałem już, że to, co się dzieje, to kontynuacja dotychczasowej praktyki. Dziś wielu lubi wspominać lata 2008-2010, jako lata rzekomej liberalizacji. Jednak słowa te należałoby zweryfikować u Mykoły Autuchowicza, który dokładnie w tamtym czasie został osądzony. Dlatego dla władz Białorusi i reżimu białoruskiego ważna jest nie tylko kontrola społeczeństwa, ale i utrzymywanie w nim określonego poziom strachu. A pozostałe gierki z Unią Europejską – to rzeczy wtórne. W przypadku konieczności podjęcia pożytecznych dla władz działań, nie będziemy musieli długo czekać.

– Wszystko to ma też swój rewers. Po tym, jak w kraju pojawiło się wielu więźniów politycznych, społeczeństwo dowiedziało się o praktykach tortur w więzieniach. To dotyczy nie tylko więźniów sumienia, ale i innych osób. Nawet list Mykoły Statkiewicza przyciągnął uwagę do wydarzeń w zakładach karnych. Czy władze były przygotowane na taki wariant?

Andrzej Poczobut: Tu jestem pewien, że władze białoruskie doskonale zdają sobie sprawę z sytuacji w zakładach karnych. Kiedy do więzień wsadza się polityków, działaczy społecznych, to nie jest to żadną tajemnicą, że ci zaczną przemycać informacje poza mury więzienia. Nie sądzę, by władze się tego nie spodziewały. Chodzi o to, że jest to jedną z naturalnych konsekwencji stanu rzeczy, jednak i ważny jest fakt, że ten problem jest nagłaśniany. W końcu ruchy społeczne i zrzeszenia obrony praw skazanych nie tylko z politycznych powodów nie pojawiają się od razu. Dlatego możemy tu mówić o pożytku dla społeczeństwa.

– A czy społeczeństwo jest gotowe odwdzięczyć się za te inicjatywy osobom, które za swoje poglądy polityczne trafiły do więzienia?

Andrzej Poczobut: Niestety, obecnie, społeczeństwo białoruskie paraliżuje strach. Z pewnością istnieje taka zwykła ludzka wdzięczność. Jednak solidarności w sensie szerszym niestety się nie zauważa. Choć nie widzi się  możliwości, by taka solidarność mogła się przejawić.

– A jak można te sytuację zmienić?

Andrzej Poczobut: Rzecz w tym, że dopóki społeczeństwo nie napotyka na inny ośrodek siły, nie widzi też alternatywy w istniejącym systemie władzy. Jeśli pozostaje tylko silny reżim Łukaszenki stosujący represje, to każdą akcję solidarności z więźniami politycznymi o charakterze publicznym będzie się dalej skutecznie przerywało, w wyniku czego ich organizatorzy będą nadal karani. A oprócz powyższego, ludzie nie dostrzegają innych opcji. Gdyby powstało nowe centrum skupiające władzę o widocznym wpływie stwarzającym alternatywę wobec istniejącej, to możliwe, że opinie ludzi zmieniłyby się radykalnie. Tak się jednak póki co nie dzieje.

Другие политические заключённые