Ivan Shyla: To był zdecydowanie piękny okres!

Jest on jednym z najmłodszych więźniów politycznych w historii Białorusi, którego prześladowania rozpoczęły się w czasach gdy był jeszcze nieletni. O czym z tamtych lat dzisiejszy, dorosły Ivan wspomina? Jak ułożyło się życie charyzmatycznego młodego człowieka, pochodzącego z białoruskiej stolicy górnictwa, jak często odwiedza swoje rodzinne miasto i jak widzi swoje przyszłe perspektywy?

– Ivanie, czy pamięta Pan swoją młodość w Soligorsku? Kto Pana wspierał w tym trudnym okresie, gdy administracja, szkoła, milicja, cały świat prawie stał przeciwko Panu – ówcześnie niepełnoletniemu uczniowi? Jak odnosili się do Pana sąsiedzi, koledzy z klasy, znajomi? Jak to jest w końcu być obiektem represji w małym miasteczku?

– Szczerze mówiąc, dziś mam takie wrażenie, że to nie był zbyt trudny czas. Nie szczególnie mocno przeżyłem usunięcie ze szkoły. Miałem 17 lat, była wiosna, myślałem wtedy, że wszystko będzie dobrze. No i w sumie tak właśnie było. Jesień natomiast nie była już tak przyjazna. Wówczas znaczna część znajomych wyjechała uczyć się, bez świadectwa dojrzałości nie dostałem się na uczelnię i musiałem pozostać w Soligorsku. Potem trafiłem do wojska i tam naprawdę trafiły się przeżycia, “ścigali” mnie tam niejeden raz i często byłem bliski płaczu. Szczególnie w pierwszych dniach. Nie mogłem się pogodzić z losem. Ale i wtedy nadeszła wiosna, przetrwałem kilka miesięcy na służbie, zmienił się dowódca i wszystko było dobrze. Oczywiście biorąc poprawkę na wojskową rzeczywistość.

– Jest Pan znany z tego, że stał się jednym z pierwszych bohaterów procesów karnych z art. 193.1 – za uczestnictwo w nieformalnej organizacji. Ogólnie, jaką role odegrał ten fakt w Pana życiu? Czy zdarza się Panu dziękować swoim wrogom za ten zwrot życiowy?

– Proces karny to był wynik mojej działalności, całkiem aktywnej, w Młodym Froncie w Soligorsku. To był zdecydowanie piękny okres. Robiliśmy wiele rzeczy, wymyślaliśmy też sporo, podróżowaliśmy, poznawaliśmy nowych ludzi. Dlatego nie mam czego żałować. I oczywiście jestem tez dumny do pewnego stopnia, że mogłem być osądzony wraz z wieloma wspaniałymi osobami.

– Dziś uczy się Pan na polskiej uczelni. Jakie plany żywi Pan co do swojego zawodu, dalszego życia? Czy planuje Pan wrócić na Białoruś, do Soligorska ?

– Po zakończeniu studiów wrócę koniecznie. Po prostu okres nauki będzie długi. Studiuję administrację publiczną, a w zeszłym miesiącu obroniłem licencjat w temacie „Samorząd lokalny w Białorusi”. W trakcie pisania pracy zdałem sobie sprawę jak niewiele uwagi udziela się tej kwestii, oraz jak niewiele autorów i ekspertów o tym pisze. Mam nadzieję, że po moich studiach będzie o jednego eksperta więcej.

– Jak dziś w Polsce czują studenci białoruscy? Czy trzymają się razem, czy rozmawiają w ojczystym języku, czy udziela im się globalna integracja języka angielskiego?

– Jest taki żart rysunkowy: student pierwszego roku słyszy język rosyjski (lub białoruski) i podchodzi do ludzi na ulicy, żeby się przedstawić, porozmawiać. Na drugim roku już nie reaguje. Na trzecim roku, zagadnięty po rosyjsku (białorusku) udaje, że zna tylko polski. Moje wrażenia dotyczące białoruskich studentów są podobne. Ludzie się asymilują, brak jest elementu „naszego”, „białoruskiego” – czyli imprez, wydarzeń. Istnieje tendencja łączenia się ludzi z byłego ZSRR, ale nie sądzę, by Białorusini czymś szczególnym się tu wyróżniali. Bez względu na język: Gruzini i Ukraińcy między sobą stosują swoje języki narodowe a my – rosyjski. A według moich obserwacji Białorusini łatwo asymilują się jako część kultury polskiej. A po paru miesiącach już mogą łamaną polszczyzną udowadniać, że są Polakami z pochodzenia, bo babcia miała polskie dokumenty.

– Czy Białoruś potrzebuje lustracji, czy też wybaczyłby Pan bylym prześladowcom, w sytuacji zwycięstwa sił demokratycznych?

– Oczywiście wolałbym, by ponieśli odpowiedzialność za swoje działania. A konkretniej za to, że niszczyli ludziom życia, torturowali, aresztowali. Uważam jednak, że nie można w Białorusi pociągnąć do odpowiedzialności takiej ilości ludzi. W ciągu 20 lat do samych fałszerstw wyborczych rękę przyłożyło prawdopodobnie milion osób. Dlatego w lustracje w naszym kraju nie wierzę. Byłoby dobrze, jeśli udałoby się opublikować dane udowadniające, że byliśmy dyktaturą. I to będzie formą odpowiedzialności moralnej. Każdy przed sobą się rozliczy z tego, co zrobił. Być może kogoś skażą, może kogoś zwolnią z pracy. Ale nie będzie tu wielkiej skali. Wątpię, by kiedykolwiek posadzono Łukaszenkę. Ale to już zupełnie inna rzecz.

– Po tym, jak od dłuższego czasu nie mógł Pan odwiedzić Białorusi, z czym ona się Panu kojarzy?

– Dom, rodzice, spokój. Ogólnie staram się częściej bywać w domu. Jak często podkreślam: w Polsce uczę się, nie mieszkam. Jestem tu na studiach.

palitviazni.info

P.S. Redakcja palitviazni.info pragnie złożyć gratulacje Ivanowi Szyle w związku z obroną dyplomu i życzyć mu sukcesów w dalszej edukacji.

- у навінах

 

Зьвязаныя навіны:

06.08.2013 Ivan Shyla: To był zdecydowanie piękny okres!

Другие политические заключённые