Wiaczesław Siwczyk: “Nie należy myśleć, że sytuacja w Białorusi jest beznadziejna”

Kiedy uwolnią więźniów politycznych, kiedy wrócą uchodźcy, czy kiedykolwiek Plac zwycięży?.. Powiedzą Państwo, że to pytania do wróżki, a nie do polityków i więźniów politycznych. Niemniej jednak, od stanu wyżej wspomnianych kwestii zależy życie i stan ducha wielu Białorusinów.
O tym i o wielu innych kwestiach szczerze sobie porozmawialiśmy z jednym z pierwszych więźniów politycznych wolnej Białorusi – Wiaczesławem Siwczykiem.

– Panie Wiaczesławie, zawsze Pan powtarzał, że przeniósł się Pan czasowo z Białorusi na Ukrainę. Czy tam udało się Panu choć trochę poukładać życie?

– Poukładanie sobie życia na obczyźnie nie było moim celem. W Ukrainie jestem zaledwie od lutego 2011. Kilka razy starano się mnie bezprawnie aresztować (najczęściej z karnych paragrafów) w Białorusi w roku 2010. Stało się tak podczas mojego bezprawnego aresztowania 27 lipca. Była też próba aresztowania  18 grudnia, w dobę po wydarzeniach na Placu. Nie bacząc na to, dotarłem na Plac 19 grudnia, oraz nie bacząc na to, że od skrzydła budynku Rządu oddzielał mnie kordon specnazu, udało mi się z Placu wydostać. Chciałbym powtórzyć to, o czym mówiłem w poprzednich wywiadach. Koło skrzydła budynku pojawiłem się w chwili, gdy kandydatów na prezydenta Mikołę Statkiewicza i Andreja Sannikowa zaproszono do środka jakoby dla przeprowadzenia rozmów z dowództwem milicji. Nie było, rzecz jasna, żadnych rozmów, zamiast których rozpoczęto brutalną pacyfikację Placu z udziałem specnazu. Rano 20 grudnia było już jasne, że Białoruś po raz kolejny zderzyła się z falą masowych represji. Obserwowałem całkowicie nieadekwatne  do sytuacji działania struktur siłowych nie tylko na Placu Niepodległości, gdzie świadomie okaleczano ludzi, okazując szczególne okrucieństwo wobec dziewcząt i kobiet. Miałem również okazję widzieć podobnie nieadekwatne działania struktur siłowych Łukaszenki w obszarze Placu Wolności. W nocy było już jasne, że aresztowano siedmiu z dziewięciu kontrkandydatów Łukaszenki (jak wiedzą Państwo, ich losu uniknęli jedynie J. Romańczuk i W. Tereszczenka, którzy zgodzili się wystąpić w telewizji z wcześniej przygotowanymi przez KGB przemówieniami, w których wszystko zostało postawione na głowie, ponieważ ludzie, którzy byli bezprawnie bici i aresztowani, byli dodatkowo w nich oskarżani o łamanie prawa).

20 grudnia prowadziłem pierwszą konferencję prasową w siedzibie BFN, z uczestnictwem przedstawicieli głównych sił politycznych Białorusi, podczas której powiedziano prawdę o wydarzeniach 19 grudnia. Do dnia konferencji wypuszczono dwóch kandydatów na prezydenta, gdy zgodzili się udzielić wywiadu BT w nieco mniej radykalnej formie niż Romańczuk. 21 grudnia brałem udział w konferencji prasowej opozycji, na ówczesny czas zjednoczonej pod sztandarem dwóch żądań: uwolnienia bezprawnie uwięzionych i nieuznania tak zwanych wyborów prezydenckich  z 19 grudnia 2010 . Niestety, moja quasi-legalna działalność została przerwana  25 grudnia, gdy w dziesiątkach mieszkań KGB zorganizowało przeszukania. Między innymi w związku z postępowaniem karnym związanym z wydarzeniami na Placu, przeprowadzono przeszukanie w moim miejscu zameldowania. Wiedząc, że będę aresztowany przy pierwszej sposobności, pozostawałem w Mińsku jeszcze przez półtora miesiąca. Wyjechałem, gdyż nie spodziewałem się aż tak ciężkiej fali represji w Białorusi, przy jednoczesnym braku adekwatnej reakcji ze strony Zachodu. Wolałem wrócić na Święto Wolności w 2011, uprzednio podleczywszy się w Ukrainie.

– Czy myślał Pan o zabraniu do Kijowa, albo innego miasta ukraińskiego swojej rodziny? A jeśli nie, to czy szykuje się Pan do powrotu?

– Rodziny do Kijowa zabierać nigdy nie zamierzałem. Pomijając to, że nie miałem nigdy takich możliwości. Już na pierwszych publicznych konferencjach prasowych w Ukrainie byłem zmuszony odpowiadać na pytania, kiedy wracam. I odpowiadałem, że wrócę, gdy na wolność wyjdą Mikoła Statkiewicz i Dzmitrij Daszkiewicz.

– Jak Pana traktują władze ukraińskie? W jakiej sytuacji znajdują się inni uchodźcy polityczni z Białorusi?

– Władze ukraińskie odnoszą się do mnie neutralnie. (W chwili przeprowadzania wywiadu Wiaczesław Siwczyk znajdował się w jednym z państw Unii Europejskiej — palitviazni.info). Nie wypowiadałem się w kwestii wewnętrznych politycznych kwestii Ukrainy, ponieważ zawsze podkreślałem, że w Ukrainie jestem gościem. Mam w Ukrainie wielu rodaków, nawet po swojej pierwszej karnej sprawie (1996 rok) siedziałem w unsowcami. Wielu posłów do Werchownej Rady Ukrainy znam jeszcze z lat 90-tych, gdy byłem członkiem kierownictwa Białoruskiego Frontu Narodowego «Adradzenie». Z wieloma z nich zaznajomiłem się będąc koordynatorem grupy białoruskiej w czasie Pomarańczowej Rewolucji.

W Ukrainie nigdy nie byłem uchodźcą politycznym. Losy mi się tak potoczyły, że po prostu nie mogłem pozostawać w Białorusi na wolności . Znam wielu Białorusinów, którzy starali się o polityczne uchodźstwo w Ukrainie. Ogólnie rzecz biorąc takie próby nie mają żadnego sensu. Ukraina, w przeciwieństwie do państw Unii Europejskiej, nie udziela osobnego statusu Białorusinom walczącym przeciw Łukaszence.

– Czy wydarzenia na Placu z  2006 i 2010 mogły zmienić sytuację w kraju? A czego, według Pana, im zabrakło?

– Mogły. Nie należy myśleć, że sytuacja w Białorusi jest beznadziejna. Absolutna większość narodu białoruskiego chce żyć normalnie. Stąd nie potrzeba im Łukaszenki i jego reżimu. Niestety, od 1996 roku w Białorusi nie było wyborów. Stąd, przez manipulacje większość staje się mniejszością, m.in/ “piątą kolumną”, co jednak zostało złamane w chwili, gdy Łukaszenka był zobowiązany do przeprowadzenia tzw wyborów prezydenckich. W takiej chwili u narodu białoruskiego pojawia się szansa, dość trudna, jednak możliwa do wykorzystania.

Czego zabrakło? Odpowiedź nie dotyczy sytuacji wewnątrz Białorusi. Brakuje wyjścia Białorusi spod parasola wpływów Rosyjskiej Federacji.

– Często Pan realizuje wydarzenia w Ukrainie, podczas których wspomina się o białoruskiej historii i czasach dzisiejszych. Co Pan chce w ten sposób osiągnąć? Czy to się Panu udaje? Co nie pozwala zapomnieć naszych wydarzeń, niczym koszmarnego snu, by móc dalej normalnie żyć?

– Wraz z moimi współpracownikami w Ukrainie przeprowadziłem setki takich akcji. Akcje takie były organizowane ze wsparciem i uczestnictwem patriotów ukraińskich, reprezentujących różne partie polityczne i organizacje społeczne. Cel takich akcji został osiągnięty. Podtrzymywaliśmy Białorusinów moralnie, tych, którzy w trudnych do zniesienia warunkach organizowali akcje protestacyjne w Białorusi. Jednocześnie zmuszaliśmy Ukrainę patrzeć na Białoruś własnymi oczami, a nie przez szkła łubiankowskiej manipulacji.

– Czy wie Pan coś o losach Ukraińców, którzy siedzieli politycznie w Białorusi?

– Sprawa polega na tym, że wszystkich siedmioro Ukraińców, którzy siedzieli politycznie po wydarzeniach Szlaku Czernobylskiego-96 poznałem albo w trakcie własnego pobytu w Rejonowych Oddziałach MSW Frunze, albo na Okrestina. Byłem jedynym świadkiem ze strony władz BFN na otwartym karnym procesie sądowym , na moich zeznaniach co prawda prokurator nie oparł swoich argumentów, co zapewne wywołane było tym, że powiedziałem prawdę – Ukraińców torturowano przecież na moich oczach. Przywódcę grupy ukraińskiej Wołodymyra Sołowija ujrzałem następnym razem w końcu 2004 , w czasie Pomarańczowej Rewolucji, przy namiotach białoruskich na Chreszczatyku.  Pan Wołodymyr zmarł w dniu zaprzysiężenia Wiktora Juszczenki. Na pogrzebie na Cmentarzu Bajkowym w Kijowie przekazałem jego synem order Kastusa Kalinowskiego, jako wyraz wdzięczności za to, co ten mężny Ukrainiec zrobił dla Białorusi. Z większością innych Ukraińców, którzy siedzieli politycznie w Białorusi, widziałem się w piętnastą rocznicę Szlaku Czernobylskiego-96. W siedzibie agencji informacyjnej UNIAN zorganizowano wspólną konferencję prasową Ruchu Solidarności “Razam” i UNA-UNSO. Na tej konferencji Ukraińców reprezentował Serhij Potapiw, którego skazano na rok i trzy miesiące i zwolniono warunkowo z białoruskiego więzienia. Niestety, w czasie pobytu w Ukrainie nie znalazłem Andrija Szeptyckiego, którego ostatni raz widziałem w Mińsku 27 lipca 1997 roku, gdzie występował na mitingu opozycji po swoim wyjściu na wolność z mohylewskiego więzienia.

– Które z Pana aresztowań zapamiętał Pan szczególnie i dlaczego?

– Z pewnością pierwsze, 26 kwietnia 1996 , ponieważ było niespodziewane. Przedtem mnie kilkakrotnie zatrzymywano, ale bali się nawet spisywać protokół. A po 1996 wiedziałem już, ze mogą mnie zatrzymać w dowolnej chwili…

palitviazni.info

Другие политические заключённые