Marina Łobowa: Edward nastawia się na to, że będzie „siedział” do końca (wywiad)

Wieczorem 20 maja zakończyło się długotrwałe trzydniowe widzenie Mariny Łobowej z synem Edwardem, który przetrzymywany jest w zakładzie w Iwacewiczach „Wilcze nory”. Na spotkaniu obecny był także 19-letni brat Edwarda, Władysław.

„Powiedział, że wszystko u niego w porządku, jeśli nie liczyć tego, że ponownie ma wiele przewinień. Ale mówi, że to zwykła więzienna praktyka. Mało komu z więźniów udaje się przeżyć bez przewinień. Kierownik nie pozwoli przekazywać mu żadnych relacji, dlatego też niczego nie wzięliśmy. Stan jego zdrowia jest w normie, ale mówi, że czasami boli go głowa.

Możliwe, że jest to związane ze słabą jakością jedzenia. Ale nastrój ma dobry. Mieszka w ogólnej strefie, w pokoju, gdzie jest około 30. ludzi. Ma możliwość wychodzenia na ulice, na podwórze. Każdy oddział ma swoje podwórko. Telewizor mają jeden na całą grupę. Ale podstawowe wiadomości czerpie
z gazet. Mniej więcej wie, co dzieje się w kraju.”

Pani Marina była z synem w „hotelu” widzeń.

„Wydawany jest tam pokój dla każdej rodziny, dla każdego członka rodziny – łóżko, fotel, stół, kilka szafek. Wspólna toaleta, prysznic. Jest podwórko na spacery, są ławeczki, altany. Wszyscy przywożą tam produkty, bo jest kuchnia, można gotować, jest mikrofalówka. Oczywiście, przywiozłam dużo produktów mięsnych i warzyw. Z nabiału – jogurt, twaróg, bo on tam tego w ogóle nie widzi. Lody. Walia Oliniewicz mi poleciła, dała torbę termoizolacyjną, więc zawiozłam mu lody różnych rodzajów i oczywiście zjadł je z apetytem.

Na oknach są kraty, ale górna część okna się otwiera. Wydawana jest bielizna. Jest tam pokój do odpoczynku z telewizorem. Ale nie chodziliśmy do niego, zostaliśmy w pokoju i rozmawialiśmy.”

Pani Marina opowiedziała, że na długotrwałe spotkania zezwala się raz na pół roku.

„To jest ogromne szczęście, więc pędzisz tam jak na skrzydłach, wcześniej sporządzasz listę produktów, to, co przygotujesz. A rozstawać się, oczywiście, jest bardzo trudno, bardzo trudno jest opuszczać.”

I za każdym razem to staje się coraz trudniejsze i trudniejsze. Widzę, jak inne kobiety ciągną te ich ciężkie torebki, „siedzą” przecież głównie mężczyźni. Nieprawdopodobnych rozmiarów torby taszczą na sobie, wysilają się. To takie smutne widowisko. Żegnasz się ze swoim synem, a wokół stoją kobiety, które ledwo powstrzymują emocje. I to wszystko się nakłada. Obserwujesz – tak żal jest ci tych ludzi.”

Korespondent: A na spotkanie zezwolono Pani od razu czy kazano Pani jeszcze czekać?

Łobowa: „To skomplikowany proces. Każdemu, kto jedzie na widzenie, sprawdzają produkty, które przywiózł. Potem trzeba w sztabie wypisać pozwolenie. Opłacić mieszkanie w „hotelu”. I czekać, dopóki ich nie sprawdzą. Sprawdzają nas i nasze rzeczy, które wieziemy, żebyśmy niczego nie przenieśli. Na początku sprawdzają rzeczy, potem zostawiamy je
w oddzielnym pokoju. Potem wychodzimy, czekamy, dopóki rzeczy innych ludzi nie zostaną sprawdzone.

Potem nas sprawdzają, nigdzie już nie wychodzimy, bierzemy rzeczy
i niesiemy. I w rezultacie, jeśli wszystko to zaczyna się o 10, to my trafiamy tam dopiero o 12:30. Czujesz wszystko, co czuje więzień. Przecież jeśli latem chce się przespacerować w dobrą pogodę, rozumiesz, że nigdzie nie możesz wyjść. I to odciska pewne piętno. Zaczynam myśleć, że mój syn „siedzi” już tyle lat – i cały czas w zamkniętej przestrzeni. Nawet w czasie trzech dób zaczynasz rozumieć, jak „siedzi” się latami. Syn dużo mi opowiada, mówi, że nawet w listach nie ma zbyt o czym pisać: jeden dzień podobny jest drugiemu. Dlatego też rzadko pisze listy. Do niego piszą dużo, przysyłają książki, czasopisma, nawet zza granicy. To takie miłe wsparcie.”

Korespondent: Jaka jest perspektywa zwolnienia Edwarda z więzienia? Może Pani omawiała to jakoś z kierownictwem?

Łobowa:  Tego tematu nie omawiam, dlatego że od kierownictwa więzienia nic nie zależy. Jeśli on byłby po prostu oskarżony, nie z powodów politycznych, wtedy można by było jeszcze rozmawiać o przedterminowym zwolnieniu. A tak to nie ma sensu niczego omawiać. Edik nastawia się na to, że będzie „siedzieć” do końca. 18 maja akurat był swojego rodzaju jubileusz – został mu do odbycia równo rok i 7 miesięcy. I nie nastawia się na perspektywę przedterminowego zwolnienia. Powiedział, że czas minął dość szybko, jakoś dziwnie. A dano mu 4 lata, został rok i 7 miesięcy.”

 

Źródło: Charter97

Tłumaczenie: Palitviazni.info

Другие политические заключённые