Jurij Chadyka: Myśleliśmy, że historia głodówek na Białorusi już się zakończyła

To pierwsza część wywiadu, nagranego w maju 2012 roku – po 16 latach od protestu głodowego prowadzonego przez Jurija Chadykę i Wiaczesława Siwczyka w celach mińskiej „Wołodarki”. W jaki sposób, z perspektywy dnia dzisiejszego, oceniają oni polityczne aresztowania 96 roku, głodówki w więzieniu i zachowanie funkcjonariuszy więziennych? Czy Ci pierwsi więźniowie polityczni nowej epoki przewidzieli kiedykolwiek, że działania z ich udziałem są tylko początkiem długich lat represji na Białorusi?O optymizmie

– Oczywiście, świadomie zdecydowaliśmy się na głodówkę. Podjęliśmy taką decyzję, rozumiejąc, że głodówke trzeba kontynuować długo, wytrwale, i byliśmy przekonani, że na tym  zakończy się historia głodujących. Wtedy był to pewnego rodzaju optymizm. Był on oparty jeszcze o tą sytuację, w której miał miejsce nasz areszt, i w której nastąpiło uwolnienie.

Moja żona poszła do siedziby Frontu, i nie było tam w ogóle kierownictwa. Paźniak wyjechał, Wiaczorka – aresztowany. Chadyka – aresztowany, Siwczyk – aresztowany.. Tylko Iwaszkiewicz tam był. Wtedy przygotowała ona plakaty „Wolność dla Chadyki!”, zawiesiła je na piersi i plecach i jeździła tak do pracy i z pracy…Zorganizowała ona kampanię – zbierała wśród deputowanych podpisy w sprawie mojego uwolnienia. Szareckij podpisywał się, i wielu innych. Bogdankiewicz, oczywiście, Wasilij Bykow… I oprócz tego, mieliśmy wtedy normalne stosunki z demokratyczną Rosją. Nie była ona wtedy jeszcze taka – putińska.

О Jelcynie

Szanuję Jelcyna. Trochę go znałem – przez przypadek, oczywiście. Natknęliśmy się na siebie w 1991 roku.

Zupełnie przypadkowo! Była brzydka pogoda, a my jechaliśmy, na prośbę mojej żony spotkać się z przyjaciółmi. Wszyscy czekaliśmy, że coś będzie miało miejsce, i pojechaliśmy do przyjaciół w Tallinie, Rydze i Wilnie. W Rydze towarzyszyła nam moja stara znajoma, Ania Hrałowicz. Idziemy, wszędzie jest pusto, a naprzeciwko nam idzie grupa kilku osób. Podchodzą bliżej, patrzę – Jelcyn! Z żoną i jednym ochroniarzem…

Przywitaliśmy się. Żona przedstawiła mnie, że jestem jednym z przewodniczących Frontu Ludowego. Jelcyn powiedział, że „Będziemy razem walczyć o demokrację!”. I rozeszliśmy się. I od razu powiedziałem zonie, że trzeba napisać do Jelcyna.

Do Jelcyna udało mi się dotrzeć przez kilka kanałów. Mój nauczyciel, Siarhiej Iwanowicz Anisimow, członek Akademii Nauk ZSRR, był w dobrych stosunkach z obecnym wiceprezydentem Wielichowem. Wielichow dotarł do Jawlińskiego, a Jawliński do Jelcyna.

Żonie udało się dodzwonić do kancelarii Jelcyna oraz do Siergieja Kowaliowa, który był znany w tym czasie, jako osoba, dla której wartości demokratyczne są niezwykle ważne. Oczywiście, nie wiedziałem jakie rezultaty przyniosą nasze wysiłki.

О izolacji i jej zakończeniu  

Z Siwczykiem trzymano nas w izolacji,  nie mogliśmy się kontaktować, bardzo o to dbano. Najpierw przyszedł do nas kapłan – Jan Matusewicz. wyspowiadał nas i przygotował do głodówki. Nie próbował nas zniechęcić. Przychodziła również, chociaż nie często, adwokat – Nadieżda Dudariewa. Przekazywała nam pewne informacje zza murów kolonii. Zakończyło się to tym, że mojej żonie zezwolono na spotkanie

Spotkanie – jak w kinie, taka bariera, za szybą… Żona mówi mi „Zakończ głodówkę!” – A sama przyciąga dłoń do mojej, a na wewnętrznej stronie dłoni napisano „Kontynuuj!”. Wtedy głodówka ta wstrząsnęła społeczeństwem, gdyż mniej lub bardziej widoczne akcje zaczęły się po 9 maja, gdy od aresztowania minęły 2 tygodnie. A potem odbyły się młodzieżowe akcje, od których dowiedziałem się od funkcjonariuszy kolonii.

O ochronie

Trzeba powiedzieć że ochrona odnosiła się do mnie dobrze. Tylko woda, żadnego jedzenia, w żadnej postaci. I – spacerować! Spacerować można było tylko jedną godzinę. Niezależnie od tego, wychodziłem na dwór –była to zamknięta przestrzeń, wielki pokój bez sufitu – z drutem kolczastym zasłaniającym niebo. Nic więcej nie widać. Ale jest to niezwykle potrzebne, nigdy z tego nie rezygnowałem.

Siedziałem w celi dla 6 osób, nikogo dodatkowo nie przenosili do celi – tylko 6 osób. Chociaż chodziły słuchy, ze ludzie tam nocują po prostu na podłodze – ja się z tym nie spotkałem. I kiedyś nikt nie chciał pójść na spacer i poszedłem sam. Zaprowadził mnie tam jeden mały konwojent, a kiedy idziesz długimi wąskimi korytarzami, zgodnie z zasadami powinieneś trzymać ręce za plecami. To jest zawsze nieprzyjemny obowiązek.  Jeśli niczego mi nie mówią, odpuszczam ręcę. On milczy… Idziemy dalej a on pyta, czy słyszałem, że krzyczano na ulicy. Mówię, że nie słyszałem. A on mówi „O tam ludzie zebrali się i krzyczeli”. Podchodzimy dalej, gdzie zawsze siedział starszy funkcjonariusz. Mój konwojent mówi „Rączki na plecy!”. Prawie nie upadłem z tymi „rączkami”… To było takie psychologiczne rozdwojenie: odnosi się do mnie z szacunkiem – a tu musi wzywać „Ręce na plecy!”…

O pokusach i sensie

Ja oczywiście nie zamierzałem głodować do końca. Miałem zamiar głodować, może tydzień – tydzień i pięć dni … Ale – nie więcej niż czterdzieści dni. Wiedziałem, że taki okres może wywołać zagrożenie dla życia. Tak, toczyła się tam walka, chciałem ciężko walczyć, ale – nie bezsensu.

Zdarzyło się tak, że pod koniec swojego wyroku (byłem tam do 21 maja), dałem się uwieść pokusie. I posoliłem wodę, którą piłem. Wydawało mi się to takie pyszne, trochę słonej wody! Dwa dni później otrzymuję wiadomość od żony, że “w żadnym wypadku nie można pić słonej wody! Kończ!”. Okazuje się, że jest to bardzo szkodliwe dla zdrowia. Narusza to pewne procesy i przemiany w organizmie. I przestałem, ale żonie udało się wymóc to, by zbadała mnie komisja lekarska. Gdzieś około 19 maja Komisja zebrała się, osłuchano mnie, przebadano.. Czułem się całkiem dobrze. Wydawało się, że tak tylko komisja się zebrała, jednak dwa dni później kazano mi zabrać rzeczy i wyjść…  polecenie z Moskwy.

Jelcyn zadzwonił do Łukaszenki. Wtedy bardzo patrzył on na Moskwę, liczył się ze zdaniem rosyjskich władz. Dlatego nie mogę powiedzieć, że mój przykład jest typowy.

 

O Kazulinie i Thatcher

Tu można wnioskować kilka rzeczy. Jeżeli chcecie głodować, to trzeba wiedzieć, jak to robić. Przede wszystkim nie wolno głodować przez dłuższy czas, a później normalnie coś zjeść i wypić. Bo wszystkie procesy w organizmie zaczynają funkcjonować i to źle wpływa to na zdrowie.

Po 10 dniach głodówki jakiekolwiek odczucie głodu znika i można głodować, ile się chce. Ale trzeba pamiętać, i ja o tym pamiętałem, że kiedyś Irlandczycy nacjonaliści głodowali w angielskich więźniach do śmierci – oni wszyscy, siedem osób, wytrzymali 54-56 dni, i tylko jedna, o ile dobrze pamiętam, powyżej 60 dni. I umierali… Wtedy to był reżim Thatcher, „żelaznej damy”, i ich śmierć okazała się niepotrzebna. To specjalnie nie wywołało żadnej reakcji w społeczeństwie. Dlatego głodować, żeby tylko umrzeć, moim zdaniem, nie ma sensu. To tylko współzawodnictwo. Zawsze trzeba mieć jakiś cel do osiągnięcia.

W tym znaczeniu przykład Kazulina wydaje się normalnym. Nie patrząc na to, że on głodował powyżej 50 dni, osiągnął cel: reakcję ze strony Zachodu. I kiedy to się stało, mógł spokojnie przestać głodować. I słusznie.

 

O głodówce Kawalenki

Co on uzyska, jeżeli pozwolą mu umrzeć w więzieniu? Nic. Jego życie jest dużo bardziej wartościowe, niż śmierć w takich okolicznościach. Jeżeli on mógł liczyć z jakiegoś powodu, że poprzez swoją głodówkę osiągnie wolność to niech głoduje, ale ja nie sądzę, żeby on miał takie podstawy… Myślę, i mu o tym pisałem, że trzeba przestać głodować, że śmierć w takich okolicznościach do niczego dobrego nie doprowadzi.

Wkrótce po tej rozmowie, na prośbę znanych białoruskich działaczy, między innymi naszego współrozmówcy Jurija Chadyki, i wymienionego przez niego Aleksandra Kazulina, Siarhiej Kawalenka przestał głodować.

 

- у навінах

 

Другие политические заключённые